poniedziałek, 24 marca 2014

Dzień zły bardzo

Nie, że ja mam dziś zły, o nie nie! Chociaż rano wszystko wskazywało na to, że taki właśnie będzie... Znów nieprzespana noc, gram-dodatnie i gram-ujemne nas duszą, B. odmawia picia, jedzenia i generalnie wszystko jest na nie. Potem dr przedłuża zastrzyki a B. przedłuża swój protest song. Myślę "Źle, źle, źle, bu, buuu". Ale nagle następuje szybki zwrot akcji: dostaję prezent-niespodziankę od mojej Gosi, który wywala mnie i z kapci i z orbity złego deszczowego nastroju! Goś, jesteś najlepsza, dziękuję! Ale przy tej radosnej jakby nie było okazji chciałam napisać o zjawisku bad day, który przydarza się wszystkim kobietom/matkom/rett-matkom a nawet wszystkim ludziom świata. Że się wstaje i jest po prostu kicha. 
Kobiety mają złe dni bo hormony/nerwice/waga/nie mam co na siebie włożyć/zabrakło czekolady itd. Matki mają owe dni bo to co kobiety plus nieprzespane noce/niesubordynowane potomstwo/nieposłuszne męże/ niezrobione zakupy i nienaprawione to czy tamto. A rett-matki mają złe dni, bo obie poprzednie kategorie plus kilka takich, które się normalnemu człowiekowi w głowie nie mieszczą... Najciekawiej jak się nałoży kilka czynników ze złych dni kobiecych, jakiś z tych matczynych a jako wisienka na torcie - na przykład siadły ci plecy albo/i Rettka nie przespała więcej niż 4 godziny przez całą noc. Setną albo dwusetną noc z rzędu, żeby nie było, że histeria bo jedną. A do tego skończyła się kawa i masz dziecko w domu z gratisowym zapaleniem oskrzeli... I w tejże radosnej godzinie przybywa ktoś kto pyta "A co ty taka nie w humorze?". Hmm... Czy ja wiem. Just because?
Mało kto daje nam prawo do przerąbanego na maksa dnia. Tak po prostu - takiego, kiedy rett-życie kładzie na łopaty a ty leżysz i kwiczysz. I jeszcze skłonny pytać, co się stało i skąd ta pochmurność. A prawo do złego dnia to my mamy jak nikt inny (i jak każdy inny). Z przyczyn (wymienionych powyżej) i bez kompletnie żadnej konkretnej. Samo życie w wymiarze, w jakim akurat trzeba jest na tyle stresujące, że każda psycha czasem by siadła. I wiosenne kwiatki nie pomogą, ani to, że w Lidlu promocja, ani po prostu nic...
Nie-tłumaczenia się życzę i przeżywania żałoby dnia codziennego w sposób w jaki się tylko podoba! Wracam pod koc cieszyć uszy moim prezentem od G. :)))


                                                                                                  A.


Grafika pochodzi ze strony: www.20px.com

2 komentarze:

  1. No normalnie z ust mi wyjęłaś że tak skrobnę Agatko u nas też mega kicha moja lekko nadaktywna Julcia pokazała na co ją stać za oknem listopad a w prezencie od listonosza pismo o zajęciu komorniczym.W celu pokopania leżącego mój luby stwierdził , że teraz to już tylko trza się iść wieszać na strych najlepiej...Pokrzepiona Twoich postem zamierzam strzelić spektakularnego focha.Udaje się z kubkiem gorącej czekolady tudzież dobrą książką w miejsce odosobnienia...Przecież każdy może mieć BAD DAY ha!

    Agnieszka mama Julci z nie do końca zdiagnozowanym ADHD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadnego mi tu wieszania! (Są bardziej spektakularne metody :p) Czymcie się, dziś znów listopad, ale już za chwileczkę, już za momencik... Będzie wiosnaaaaa!!! :D

      Usuń