U nas w domu kuchenny recykling zawsze mile widziany. Pewnie w jakiejś mierze to zasługa moich poznańskich korzeni, ale ileż resztek może zjeść jamnik. Ostatnio został ryż z obiadu i wykombinowałyśmy fajowe kotleciki. Bo kotlety bezmięsne i bezglutenowe to robiłyśmy już chyba ze wszystkiego (ziemniaki z groszkiem i tuńczykiem, brokuł z kaszą jaglaną, jajko z cebulką itd). Ostatnio pomyślałam, że może by połączyć kotlety z jajek z kotletami z ryżu i wyszła nam taka oto hybryda. Blana mówiła, że mniam :) Z przepisem będzie ciężko, bo mój styl gotowania wyklucza sztywne ramy (stąd ciast nie umiem robić w ogóle). Ryżu było tak około 2/3 szklanki, do tego jedno ugotowane i starte na grubych oczkach jajko (wiejskie, od babci M.) oraz jedno jajo surowe oraz pół podsmażonej cebulki, pół namoczonej kromki chleba bezglutenowego i tyle bułki tartej bezgluta, żeby konsystencja była "kotletowa".
Do smaku soli, pieprzu i do lepienia! Potem na patelnię i małe śliczne kotleciki gotowe (wyszło 5 sztuk).
Do takich raczej mdłych dań Blanka zawsze preferuje jakiś kwaśniejszy sos - np. pomidorowy (czyli trochę rosołu albo nawet wody, parę łyżek pomidorów z kartonu, sól, pieprz i ciut mąki ryżowej do zagęszczenia). Myślę, że do ryżowo-jajecznych kotlecików jak złoto pasowałby starty żółty ser, ale dla Blanki to za dużo białka krowiego. Albo nawet pieczarki... Albo brokuł.
A oto efekt:
Mniam! :)
A.


O mój Boszszszsz... Geslerowa przy Tobie to pikuś! Szukali kogoś do prowadzenia "Hells Kitchen", szkoda że nie zgłosiłaś kandydatury :D A tak serio- fajowo że wkładasz w to serce. Bo to widać. Myślę że również czuć. W smaku ;) Całuję Pannę bez gluta w diecie, a z glutem w nosie :***
OdpowiedzUsuń