piątek, 14 marca 2014

Wizyta domowa

Oto krótkie zarysowanie akcji: sobota, niedziela, poniedziałek - B. szaleje, wrzeszczy, płacze, nie śpi... Wtorek - dzwonią z poprawczaka (tfu, z przedszkolka), że coś z nią nie tak, kaszle, rozgrzana, oczy maślane. Pędzę na sygnale, odbieram to biedne dziecię i naiwnie liczę, że mocą lipy i maliny doprowadzę ją do sił i zdrowotności. Jednak noc z wtorku na środę nie pozostawia złudzeń - to silna infekcja i jakieś ecie pecie nie pomogą. A. rusza w środę rano do przychodni, żeby umówić Małą na wizytę do pediatry. Tu rolę grają nawet sekundy, bo w naszej przychodni doktor od dzieci jest teoretycznie od 10.00 do 12.00 ale znane są ludzkości przypadki, po których można podejrzewać, że ów doktor bywa w pracy od 10.00 do 10.15. Także kto pierwszy ten lepszy. Wizyta na 10 z jakimś hakiem... Zaczyna się zabawa.
B. ryczy, ma stan podgorączkowy a nawet gorączkę, chce spać bo nieprzytomna od leków, A. gotowy pod telefonem by służyć mi wsparciem, czas wyjścia coraz bliżej. Mała prawie śpi, ja się spieszę, a tu atak (i padaczki i kaszlu, a także rozpaczy). Nie wiadomo za co łapać. Wpada mi szybko do głowy jedna absurdalna myśl - wizyta domowa! Sama się od razu ganię, bo na domowe to się u nas jeździ tylko do pacjentów 80+ lub ewentualnie tych z jedną nogą po drugiej stronie tęczy. Ale myślę sobie, że najgorsze to nie pytać i nie prosić, a jak odmówią, to niech sobie sami z tym zasypiają. Dzwonię i słyszę w mikrosekundę od pielęgniarki, że NIE. Ale ale ale, prosz Pani, ale... NIE. Mówię, żeby dawała do słuchawki doktorkę-dyrektorkę. Wyjaśniam na czym polega rzecz, że Blanka to dziecko nie takie jak większość, że z powodu osłabienia ciężko mi ją nawet ubrać, że wrzeszczy, bo jest śpiąca, chora i biedna. Doktorka duma chwilę i mówi: "Jasne, że przyjadę, Pani Agatko"... Ja w szoku. Pytam, czy naprawdę przyjedzie, a ona, że tak - przecież Blance to się należy. Hm... Wielokrotnie myślałam, że mojemu dziecku "coś się należy, ale po setkach razy kiedy mi mówiono bardzo jasne "nie" i pokazywano drzwi, nawet nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. 
Jest nauczka - trza dalej prosić. Pytać, błagać, upominać się. Niby to mała sprawa, ale jednak nie siedziałam z tą zapłakaną, zakaszlaną i zasmarkaną pół-przytomną kozą godzinę w poczekalni. Dało się jakoś delikatniej, kulturalniej. 
Fajnie mieć takie poczucie, że to, że jest "inna" nie zawsze znaczy dla świata - gorsza. Że czasem może to oznaczać jakiś mały przywilej czy gratis od losu. Ot na przykład - wizytę szanownej doktorowej we własnym domu :)

                                                                                                        A.
Grafika pochodzi ze strony: www.naszeintencje.blogspot.com

1 komentarz:

  1. Agatko, przypominam Ci, że Blance należy się przyjmowanie u pediatry poza kolejnością, a nie na zasadzie kto pierwszy ten lepszy i "czekamy godzinę na swoją kolej". Pogadaj z lekarka przy okazji kolejnej wizyty, uświadom w razie oporów, że przy cięższych infekcjach zwiększa się liczba napadów, nie chciałabyś robić zamieszania w poczekalni i kłopotów pani doktor, itp i czy w związku z niepełnosprawnością i całym wachlarzem atrakcji z nią związanych mogłybyście dostąpić przywileju wchodzenia bez kolejki i umawiania niezależnie od tego czy pediatra jest 15 minut w poradni, czy dłużej. My to załatwiliśmy z naszą lekarką, mamy stosowną informację wołami wypisaną na kartotece, dodatkowo przy każdej rejestracji uświadamiamy pielęgniarkę rejestrującą, że my poza kolejnością i od razu zanosi kartotekę do lekarki. I jeszcze jedno - ostatnio akurat mąż potrzebował nagle pomocy lekarza rodzinnego. Nagle, bo po 13, a lekarza już nie było. Naściemniały mu pielęgniarki, że lekarza nima i nie będzie, że do szpitala ma iść, a w szpitalu zrobili wielkie oczy, że po co przybył, skoro poradnia ma zasrany obowiązek zapewnić mu opiekę lekarską do 18tej, a potem wyznaczony szpital pełni dyżur lekarza rodzinnego. Mąż wrócił do poradni i zrobił awanturę, kazał sobie na piśmie dać, że o tej i o tej godzinie został odprawiony z kwitkiem, odmówiono mu pomocy itp. Przybiegła pani dyrektor i ... zadzwoniła po lekarza. lekarz bez problemu i focha męża przyjął . Ale kto się nie dochodzi swoich praw, skazany jest między 13 a 18tą sam na siebie.

    OdpowiedzUsuń