Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej - Blanka po tygodniu nieskutecznego leczenia od poniedziałku ma zapalenie oskrzeli i zastrzyki... Kolejne 10-14 dni w domu. Zaraziła wszystkich, których tylko mogła, jedyną ocaloną od tej zarazy okazała się być nasza jamnica Melania, a cała historia z zastrzykami nakłoniła mnie do pewnych obserwacji...Blanka do czasu regresu odbierała bodźce (w tym bólowe) zupełnie przeciętnie - jak bolało to płakała, jak był huk to się bała, na przyjemne doznania reagowała uśmiechem. Jak to typowe dziecko. Później nastąpiła długa faza całkowitej pomroczności, bo w momencie regresu całe jej ciało zupełnie przestało reagować na bodźce zewnętrzne.
W szpitalu przy wkłuwaniu venflonu nawet się nie skrzywiła tylko patrzyła gdzieś w dal nieobecnym wzrokiem. Nie słyszała mijającej nas na sygnale karetki, przy upadku - jakby zupełnie nic nie czuła. Czasem zdarzały się jej przedziwne reakcje na ból - np. dziki i nieopanowany śmiech. Gdy pomału zaczęliśmy wyciągać ją z tego czarnego rett-wymiaru, układ nerwowy Blanki obudził się ze zdwojoną siłą. W wieku jakiś 3-4 lat stała się strasznie nadwrażliwa - lekko ciepłe było już "ratunkuuu, parzy!!!", chłodne aż bolało, a zwykłe szczeknięcie psa powodowało, że Mała zamierała nam na kilka chwil ze strachu. Od około 4-5 roku życia sytuacja w odbieraniu bodźców u Małej zaczęła się jakby normować. Wczoraj natomiast przy zastrzyku odkryłam prawdziwy fenomen, nie bójmy się tego nazwać po imieniu - pośladkowy fenomen Blanki!
W poniedziałek kłucie w prawą część tej małej pupiny - wrzask, płacz, ból... Owszem, te zastrzyki bolą - wielka strzykawa i gruba igła prosto w mięsień, więc nic dziwnego. Jeszcze weź tu Lady wytłumacz, że lepiej się nie szarpać. Wtorek - strona lewa i co? Cisza... Zupełna cisza, lekki grymas na buźce ale żadnej histerii, płaczu, nic. Pomyślałam, że to przypadek. W środę sytuacja się powtarza - prawa strona i lament. "Mamo boliii, ratuj!". Dziś lewa - i cisza... Jak makiem zasiał. Pani pielęgniarka mówi, że strony ciała mogą być różnie unerwione a tym bardziej jest to widoczne u ludzi z jakimiś problemami neurologicznymi... Dla mnie to ciekawostka i kolejny raz kiedy natura zaskakuje. Sprytne - od kłucia mamy nieczułą stronę lewą a od całowania i pieszczot - prawą :)
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.kobieta.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz