wtorek, 22 kwietnia 2014

Ruchy pozorowane

W markowaniu roboty nie mam zdaje się sobie równych... Podstawa teoretyczna - kształtowanie tego na co mam wpływ. W maminej praktyce natomiast wygląda to następująco - 1) B. nieszczególnie lubi spędy z koszykami w kościołach to jedziemy na drugi dzień do stadniny pooglądać koniki. Jak ma siłę to kocha ten klimat. Jednak po trzech atakach z rzędu trzeba wyjść, bo dziecko nieprzytomne wisi ojcu na rękach. 2) B. niewiele skorzysta z wielkanocnego stołu, więc robię jej bezglutenowego murzynka (czy tam afroamerykanina, stop rasizmowi!), którym to dziecko sukcesywnie mi się dławi i krztusi. 
3) B. na całej linii od jesieni, tak naprawdę, przegrywa z rettem (w szczególności z padaczką) a jej mamusia co? Idzie do Empiku kupić płytę... Bo Mała kocha rybkę MiniMini... Bo może chociaż między 7 a 8 napadem zerknie w stronę telewizora, uśmiechnie się albo złapie jeden spokojny oddech... Może...
Retta nie zmienię, padaczki też nie i chyba w efekcie, dla spokoju swojego ducha, uporczywie udaję, że COŚ jednak zmienić mogę. Staram się o dobre jedzonko, o wywietrzony pokój przed snem, o kołysanki, spacer, tulanki i misie-pysie. Wszystko byleby tego retta trochę zamaskować... Często się udaje i widzę ten beztroski i najsłodszy na świecie uśmiech, który mówi "Mamo, jak fajnie!", ale czasem (tak jak wczoraj) oczy B. krzyczą "Mamo, odejdź... Wyłącz to wszystko, nie dotykaj mnie, nie cuduj, chcę być sama"...

                                                                                                  A.


Grafika pochodzi ze strony: www.perea.flog.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz