poniedziałek, 5 maja 2014

To nie jest takie oczywiste

Bo z rettem to nic już nie jest oczywiste. Kompletnie nic. Ani picie, ani spanie, ani nawet oddychanie. Nigdy bym nie pomyślała, że z takim utęsknieniem będę czekać aż moje dziecko kaszlnie... A jednak; życie nie przestaje zaskakiwać.
Jak już się chwaliłam wcześniej, u nas od początku marca permanentny szpital. Czwarty antybiotyk, czwarta infekcja w zaledwie dwa miesiące. Teraz, ta ostatnia - jak zwykle, z niepozornych gili przedszkolnych przeistoczyła się w akcje "początek zapalenia oskrzeli"... Już drugiego tej wiosny i pomimo mojej nad wyraz szybkiej interwencji (z narażeniem się znów na mężowe "Nie fisiuj, to tylko katarek"), antybiotyków, oklepywania, stawiania baniek i wszelkiego typu zaklęć i czarów.
U Blanki jest katar, parę dni mija i mamy ów gluty już w oskrzelach. A przyczyną jest absolutny i totalny brak odruchu kaszlu. I z tym właśnie walczę ostatnimi czasy...
Doktorka mówi, że niestety to kwestia retta, bo cała ta oskrzelowo-kaszlowa machina, "dzięki" takiemu a nie innemu układowi nerwowemu, nie funkcjonuje prawidłowo. Jednak matki to pomysłowe stworzenia, więc nie oddaję tak łatwo walk-overem. Bo można dać coś wykrztuśnego (syrop, inhalacje), albo klepać z głową w dół sto razy na dobę, straszyć, próbować rozśmieszyć, wszystko - byle by tylko choć kapka tej cholernej wydzieliny się uwolniła. Niestety - wszystko na nic. B. jak dycha to w środku wszystko gra, tzn. charczy, furczy i rzęzi... Każdy chyba człowiek świata odruchowo by to świństwo odkaszlnął, ale nie ona... Widać, że patrzy na mnie w stylu "Mamooo, ależ mnie to wkurza, lata mi tam i lata..." ale wyczekiwane kaszlowe "E-he!" nie nadchodzi. Dziś, przy pomocy w oklepywaniu mojej Mamy i syropu wykrztuśnego udało nam się kaszlnąć... uwaga!... DWA razy. Przez cały dzień. 
I jaki morał z tej bajki? Ano żaden w sumie, może oprócz tego, że rett swoje prawa ma a ja te moje - mamine, to mogę sobie w d... wsadzić :p

                                                                                            A.


Grafika pochodzi ze strony: www.majasikora.blogspot.com

4 komentarze:

  1. A fuuu... Że w d*pę?? Nieładnie. I podobno boleśnie, ale ja tam nie wiem ;) Rozumiem rozgoryczenie doskonale. U nas z kolei wszelka zaraza i gomora wędruje w zatoki, bo syn namiętnie poszukuje metali szlachetnych w swoim nosie...Najczęściej brudnymi palcami. O ile Blanka po prostu nie potrafi kaszlnąć, o tyle mój syn wie że nie wolno, a i tak ma to w wyżej już wymienionej części ciała... Wychodzi i tak na jedno - wirusiska i bakterie wchodzą w te dzieci i ni chusteczkę nie chcą wyleźć! A za oknem słoneczko, a przed oknem pokuta :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokuta i krzyż... I mało coś pokory, żeby to wszystko z błogosławionym uśmiechem na twarzy przyjmować, wrrr :p

      Usuń
  2. Piszesz o kaszlu nasza Tatiana w kwietniu podczas choroby pierwszy raz od prawie 8 lat kaszlała.I to nie raz a cały czas -jaka ulga jak nie musisz oklepywać i wyciągać tego świństwa (czy zmuszać do wymiotów) .I jakie zdżiwienie usłyszeć pierwszy raz kaszel swej córeczki.Ten Rett już chyba tak ma -zaskakuje NAS.Pozdrawiamy Was i trzymamy kciuki oby Blanka jak najszybciej wyzdrowiała.
    Aneta mama Tatiany z Rettem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam prośbę, spytaj Tatiankę jak ona to robi :)) I mi powiesz, ja powiem Blance i wszyscy będziemy rokaszlani i szczęśliwi :D
      Buziaków sto dla Was! :*

      Usuń