Słyszę to od zawsze, bo sumie co powiedzieć na typowo patową sytuację? Ano tylko, że trzeba wierzyć że będzie lepiej, bo wiara umiera ostatnia i cuda czyni oraz "wiara-nadzieja-miłość" ponad wszystko. Mi z tej trójcy została chyba już tylko (albo może aż) miłość, a pozostałe dwie wiecznie doprowadzają mnie tylko do frustracji...
Im dalej w czas, tym bardziej przyjmuję pewne sprawy, akceptuję ich nieodwracalność, biorę takimi jakie są odrzucając nierealne wizje jakie chciałabym by się w moim życiu ziściły. Z zewnątrz i dla znawców życia pewnie to wygląda tak, że położyłam na B. przysłowiową lagę, że już nie walczę i sobie odpuściłam.
W sumie mam to w nosie co myślą i jak to wygląda. Fakt jest taki, że rett mnie mocno zmienił. Coraz bardziej się pilnuję, by złudna nadzieja i wiara w cud (czyli w naszym wypadku - diametralną poprawę) nie przesłaniały mi rzeczywistości... Bo potrafią (i zrobiły to już nie raz) wydrzeć pół serca a z mózgu zrobić sieczkę. Wpada nagle do głowy nowy cudowny plan, pomysł, coś co znów burzy ten mozolnie budowany i ledwo stojący na nogach - spokój. Pojawia się trująca myśl, że właśnie teraz, to TO pomoże. Że się coś zmieni i będzie lepiej. I okazuje się, że nie jest. bo życie leci swoim torem i nie zważa na jakieś moje dziwne działania. I wtedy co? Frustracja. Która zwala z nóg, totalnie blokuje w tym tzw. życiu codziennym i powoduje, że jest jeszcze bardziej szare. Bo się znów nie udało, pomimo wszelkich starań, absolutnego zaangażowania, błagań, zaklinania retta i rzeczywistości.
A więc ja osobiście nie wierzę, że B. wyzdrowieje, zdąży się "załapać" na lek, nagle padaczka jej ustąpi a jej "przypadek" okaże się cudem medycyny. Nie wierzę w to i już nie mam zamiaru, bo tak mi się żyje łatwiej i ponoszę o wiele mniej strat energetyczno-emocjonalncyh. Najważniejsze jest teraz to, że mamy siebie i ciągle możemy razem łapać chwile ulotne... I to na dzień dzisiejszy mi wystarczy. A jak życie zdecyduje się zaskoczyć, to naprawdę będę umiała to docenić.
W sumie mam to w nosie co myślą i jak to wygląda. Fakt jest taki, że rett mnie mocno zmienił. Coraz bardziej się pilnuję, by złudna nadzieja i wiara w cud (czyli w naszym wypadku - diametralną poprawę) nie przesłaniały mi rzeczywistości... Bo potrafią (i zrobiły to już nie raz) wydrzeć pół serca a z mózgu zrobić sieczkę. Wpada nagle do głowy nowy cudowny plan, pomysł, coś co znów burzy ten mozolnie budowany i ledwo stojący na nogach - spokój. Pojawia się trująca myśl, że właśnie teraz, to TO pomoże. Że się coś zmieni i będzie lepiej. I okazuje się, że nie jest. bo życie leci swoim torem i nie zważa na jakieś moje dziwne działania. I wtedy co? Frustracja. Która zwala z nóg, totalnie blokuje w tym tzw. życiu codziennym i powoduje, że jest jeszcze bardziej szare. Bo się znów nie udało, pomimo wszelkich starań, absolutnego zaangażowania, błagań, zaklinania retta i rzeczywistości.
A więc ja osobiście nie wierzę, że B. wyzdrowieje, zdąży się "załapać" na lek, nagle padaczka jej ustąpi a jej "przypadek" okaże się cudem medycyny. Nie wierzę w to i już nie mam zamiaru, bo tak mi się żyje łatwiej i ponoszę o wiele mniej strat energetyczno-emocjonalncyh. Najważniejsze jest teraz to, że mamy siebie i ciągle możemy razem łapać chwile ulotne... I to na dzień dzisiejszy mi wystarczy. A jak życie zdecyduje się zaskoczyć, to naprawdę będę umiała to docenić.
A.
Grafika pochodzi ze strony: wwwfrixin.devianart.com
Grafika pochodzi ze strony: wwwfrixin.devianart.com
oj, jak to dobrze znam....
OdpowiedzUsuńmiłość... mój Tomcio nauczył mnie miłości bezwarunkowej..
wiara, nadzieja... one były...
Czasem brak mi tej nadziei. Dawała taki moze niezdrowy haj...pomysły byly rozpaczliwie żałosne niektóre, niektóre potencjalnie rozsadne. Żadne nie zadziałały. ..ale moglam troche uciec w myślach do przodu. Tu i teraz czasem ciemno i strasznie a jutro. ..lepiej nie myśleć.
OdpowiedzUsuńAno jest... Wczoraj samo zło, jutro - strach się bać i generalnie zostaje nam chyba to dzisiaj :) Ono bywa fajne. I może mimo wszystko warto się zmusić do tego "pomysłowego" niezdrowego haju. Z niego rzadko cokolwiek wynika, ale człek zawsze jakiś kopnięty w tyłek do działania... Sama nie wiem...
Usuń