Choćbyśmy były umówione od roku a to spotkanie miało być na miarę kawki Merkel z Kopacz, to odmówię w ostatniej chwili. Choćby wydawało się, że nic nie pokrzyżuje mi planów to być może będę musiała Cię zawieźć. Choćbym tylko podejrzewała, że z B. jest coś nie tak - wszystko zejdzie na drugi plan... A nawet na trzeci. Bo są takie dni, kiedy nie ma dyskusji a wybór między "umówiłam się" a "z B. dzieje się coś złego" jest absurdalnie oczywisty. Możesz się obrazić, rzucić fochem albo oceniać moje decyzje, ale to nie Ty a ja biorę pełną odpowiedzialność za jej życie. I gdy stwierdzę, że coś temu życiu właśnie może zagrażać, to wszystkie inne moje plany pójdą w nanosekundę w kąt. Czasem po prostu się nie da... Bo Ona walczy o każdy oddech, niepokój nie pozwala żyć albo zwyczajnie COŚ jest nie tak. Boli, uwiera, żre jak upierdliwy komar. A wtedy nie dam rady siedzieć na kawce i plotkach, bo moje serce będzie i tak z nią a głowa zrobi wszystko by choć spróbować ulżyć w tym cierpieniu. Bo to nie jest tylko marudzenie niepełnosprawnej dziewczynki. To jest prośba mojego dziecka: "Mama, źle mi, pomóż...".
I musisz zrozumieć, że choćbym nie wiem jak chciała nie zmieniać naszych planów, spotkać się, dać swojej popapranej głowie odpocząć, to gdy coś zacznie dziać się z B. - zmienię je od razu. Pomimo, że bardzo Cię lubię a kawa z Tobą dałaby dziką rozkosz... Odpowiedzialność za nią każe mi zostać i być blisko...
A.
P.S. Ten wpis nie ma na myśli nikogo konkretnego, pokazuje tylko jak to niestety u mnie działa. Hierarchia wartości, obowiązki, przyjemności...
Grafika pochodzi ze strony: www.majewska-opieka.pl
No niby wiedzą,jaka sytuacja,niby rozumieją,ale jak słysze-tylko nie odwołuj jak zawsze!(???),albo nie odwołuj w ost.chwili-to się mocno zastanawiam nad taką relacją...I tak oto ubywa ludzisków.ot chociażby z listy GG.Albo-Ty przyjedź do mnie, bo,ja we wtorek od 9-12 czekam na kuriera(zero dzieci.męża.psa.kota)ot....luzik.Justynka
OdpowiedzUsuńJa już właściwie nie mam koleżanek.
OdpowiedzUsuńBo nie mogłam wychodzić. Bo zero opcji na wspólne zakupy teatry etc. Bo jak spotkanie to na spacer do.parku w pld.. bo wieczorem musze leki i pilnować. Bo zmieniły sie tematy (tam awanse szkolenia ewentualnie dzieci zajęcia tu napady pieluchy terapie). Niby wszyscy rozumieją ale mur sie tworzy a potem to juz naprawdę nie ma o czym rozmawiać.
Ja nawet nie mam żalu. Tj chyba naturalny proces.
Chyba tak... Mi też zostało kilka "sztuk" za to tych wartościowych. I wolę w sumie to niż udawane relacje z fejsbuka.
OdpowiedzUsuńTylko wciąż mnie dziwi ten brak zrozumienia kilku osób jak mówię "Nie, 19.00 to nie jest godzina dla nas" i widzę minę jakbym mówiła po hebrajsku... O 19 jestem w trakcie lub po sajgonie, lekach, dwóch kąpielach, walce o spokój lub jego namiastkę u B. a czasem bywa tak, że sama odpłynę gdzieś na fotelu z gryzem kanapki w ustach. Ale co zrobić, ten kto chce zrozumieć, ten zrozumie.
Myśle, ze to jest zupełnie zrozumiałe... tak czy siak może wypijemy kiedyś kawę ;)
OdpowiedzUsuń