Różne rzeczy przy okazji choroby mojego dziecka już słyszałam; z doktorskich ust (tu numero uno dla dr metabolika z CZD - "Drugie będziecie mieć zdrowe, bo z tego to nic już nie będzie"), z ust znajomych, życzliwych i różnych tam innych dziwnych ludzi. Myślałam, że nic mnie już nie jest w stanie ani zaskoczyć ani tym bardziej zszokować. Do wczoraj...Zarysowanie akcji: kolejny nasz neuro odpadł zdaje się w przedbiegach z Blanki padaczką więc szukamy następnego. Z powodu jazd psychicznych (chociaż wg mnie to skutki uboczne leków na epi a nie jazdy same w sobie) wyszukałam doktorkę obu specjalności tj. neurologa i psychiatrę. W dodatku dziecięcą. Do pewnego momentu byłam wniebowzięta i wniebowstapiona, lecz okazało się, że rezerwując termin w połowie grudnia audiencję mamy końcem kwietnia... Nie możemy tyle czekać, nie po tym co działo się ostatnio. Podniesiony lamitrin podziała tylko chwilę, widzę to po niej, wiem z autopsji. Dr ludzkim człowiekiem jest i w takich przypadkach pozwala dzwonić co niezwłocznie (gotowa się rozpłakać) uczyniłam. Udało się i usłyszałam wymarzone "przyjedźcie wtedy i wtedy". Jedyne czego trzeba było dopełnić to zadzwonić do recepcji gabinetu i powiedzieć, że Dr się zgodziła przyjąć "przypadek awaryjny i ciężki" i poprosić o dopisanie przed listą pacjentów. Nie często uprawiam takie machloje, ale tym razem naprawdę nie mam wyjścia, więc zadzwoniłam i mówię jak jest... Słyszę pytanie mocno poirytowanym zresztą tonem: "A dziecko to ile ma?!". Mówię, że 6 lat. I słyszę prawdziwego czempiona: "To jak 6 lat z tym żyła to pożyje jeszcze 2 miesiące! Nie ma mowy, nie dopiszę". Że słucham? Że pardon, że jak, że co?! Usiadłam nie upuściwszy o mały włos Mniejszej na podłogę.
Cisza w słuchawce podziałała chyba lepiej niż wszystkie bluzgi świata, które cisnęły mi się w tamtym momencie na usta. Odpowiedziałam nie będąc w stanie wykrzesać z siebie bardziej ciętej riposty, że owszem w takim razie, pożyje o ile jakiś napad z bezdechem jej gdzieś po drodze nie zatłucze... Pani poszła po szybką refleksję do głowy i zaczęła coś tam piszczeć, że ludzie jadą z daleka, zza Odry, zza Buga a nie jak ja tylko 50 km. Że mają straszne okropne padaczki i zespoły wyrywające mózgi uszami itd. Nie chciało mi się już z nią gadać... Zapytałam czy zostawić numer i może dogadałaby się w kwestii naszej wizyty z Dr po czym podziękowałam za niesamowicie miłą konwersację. Oddzwoniła. Przeprosiła ("Ale rozumie Pani, Dr oderwana od rzeczywistości, źle mnie Pani zrozumiała, nie że ja nie chcę" itd) i powiedziała, że termin, który podała Dr jest oczywiście aktualny. Dziękuję Ci, miła kobieto, że pokazałaś mi gdzie są granice chamstwa. Bo są pierdyliard kilometrów dalej niż myślałam do tej pory.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.warstwy.com
Hej! Nie było mnie tu chwilkę, ale dobrze że znów zajrzałam:) Twoje wspisy dają czadu!!! A i czasem można się trochę pośmiać do łez :D I jakoś tak bliska mi się wydajesz bo u mnie 6 letnia panna z Angelmanem i 8 miesięczny zdrowy rydz :) Dzień bez Twojego bloga to dzień stracony ;) pozdrawiam. Patrcyja
OdpowiedzUsuńRumiano mi :D rett-angelmann dwa bratanki :)))) jest wesolo z 6-letnia indywidualistka i rydzem, co??? Ja czasem wysiadam :D
UsuńPatrycja miało być oczywiście..... :)
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony, ludzie potrafią być bezczelni, dzwonią i wciskają różnoraki kit, recepcjonistka im wierzy, zapisuje, a potem się okazuje, że Dr nic z tym wspólnego nie miała i recepcjonistka obrywa;)) Aczkolwiek lepiej 100 bezczelnych zapisać, niż jednej prawdziwie cierpiącej nie pomóc...
OdpowiedzUsuńWiem... to tuż prawda. Tylko ten jej ton, sposób rozmowy z matka która ewidentnie jest w opresji... i depresji tez by mogla byc :) to niech sprawdzi, zapyta dr, zweryfikuje ale niech że wykrzesa z siebie choć namiastki empatii.
UsuńMnie zdziwił że dr z CZD tak się popisal...byliśmy tam u dwoch lekarzy. U Pani Prof która podpisała wyrok i zrobila to z ogromnym taktem...i wcześniej u innego też metabolika który po zolniersku ale mieścił sie w normie. Na pewno z szacunkiem do małej i do nas. Przykro słyszeć że lekarz obcujacy z tak chorym dziecmi potrafi dorzucić cierpienia. ..
OdpowiedzUsuńA to taki ekstremalny przypadek byl... my na poczatku drogi, walka o poprawę, diagnozę i bomba. Cala drogę ze stolicy do domu wylam.
UsuńSłowo "pierdyliard" u w i e l b i a m :) Ściskam
OdpowiedzUsuńA to też moje ulubione, ale nie ja jestem autorką :)))
Usuń