Lejzi mandej, niskie ciśnienie, muchy nisko latają, idzie wiosna... Wszystko tak jakoś po mału, leniwie, spokojnie i wtem wpadam na karkołomny pomysł - dryndnę se do nfz-tu. A. ma jechać podbić zlecenie na nowy dyliżans B., a że to 30-kilometrowa wycieczka to postanowiłam się dowiedzieć, czy aby nie "złe kody, trzeba poprawić". Odbiera kolo, na ucho ze 35 lat, głos miły acz jeszcze niedzielny. Mówię, że mam według klasyfikacji ICD-10 F ileś tam i G ileś też i że generalnie moje dziecko cierpi na "całościowe zaburzenia rozwoju" i "inne uszkodzenia mózgu". Tak jak mi mój podejrzliwy umysł dyktuje - będą problemy bo nic nie ma o nogach. Gościu pyta czy porażenie 4- czy dwukończynowe. Mówię, że nie ma tylko te całościowe itd itp, że dr tak wpisał ale nogi ma Blanka też niezbyt chodliwe. "To nie ma porażenia?!" - słyszę pytanie. Mówię, że ma retta ale nóg zdrowych przy okazji niestety nie. "To po co pani wózek?"... Hm... No jak po co?! Chciałam się przewieźć parę razy po dzielni, może bym jakiego bibera wyrwała albo pomyślała o starcie w rajdzie dakar na wózku specjalnym inwalidzkim dziecięcym. Zgryzając własny język odpowiadam grzecznie i zgodnie z prawdą: "Dziecko nie chodzi". "Aaaa... Ale porażenia nie ma wpisanego!". Haha! Ano nie ma! Tu jest kundel pogrzebany! Jako, że ta uprzejma poniedziałkowa konwersacja nie zmierza w żadnym konstruktywnym kierunku, szybko i uparcie pytam czy te choroby co ma wpisane moje dziecko na wniosku o wózek są wystarczające by uzyskać refundację; innymi słowy: "Podbije Pan jak przyjadę czy mam iść poprawiać do dr?!". W odpowiedzi otrzymuję informację, że w zasadzie nie jest dobrze, bo porażenie to słowo klucz, które otwiera wrota do raju o imieniu "Mam nowy wózio", ale Pan przemyślawszy moją argumentację ("dziecko NIE CHODZI") przyjmie nasz wniosek. Po pół minuty dodaje spiskowym tonem głosu: "Pani poczeka..." a za chwilę: "Ha! Ale po nic Pani ten wniosek bo do 3 lat od poprzedniego wózka jeszcze brakuje dwóch miesięcy!". Ta-dammm!!! I tu mnie masz szerloku. Powiem B. że ma wyrosnąć ze starej fury za dwa miesiące. Wtedy Tato pojedzie podbić... Wniosek. Albo komuś oko :)
A.
P.S.Wiem, można prosić o dopisanie na wniosku, że dziecko wyrosło wcześniej ale to nic nie zmienia w sposobie podnoszenia mi ciśnienia przez instytucje wszelkiego typu w tym kraju :p
Grafika pochodzi ze strony: www.w304.wrzuta.pl
Yeah! Niech żyje NFZ i monsieur Arłukowicz! Ku**a wizja Ciebie w tym wózku na rajdzie Dakar doprowadziła mnie do popuszczenia moczu. Brzydko tak się przyznać na forum, co nie? ;D Wpis, ze palce lizać! To jest Mój Quentin Tarantino bloga pisanego! Panie i Panowie-pogromca Narodowego Funduszu Zdrowia, Agata X.
OdpowiedzUsuń