Nie będę silić się na wyszukiwanie pozytywów, bo dupa jest. Jedenastą dobę B. kontempluje zasłonę tłocząc gile z nosa i wypluwając płuca. Wszystko na nie. Inhalacji, lekom, bajkom, teledyskom, kolędom, staniu, chodzeniu (a fe!), robieniu czegokolwiek oprócz buczenia i oglądania zasłony mówi stanowcze nie. Nie może wyjść szukać wiosny, to wiosnę przyniosłam jej do domu w formie 3 badyli (2 żonkile plus tulipan) ale też źle. Chorowanie dziecka z rettem to nie tylko "w czasie choroby dzieci się nudzą i marudzą". Dla takiej B. to szereg innych komplikacji; od bezdechów, szalejącej epi, rozpaczy z bliżej sobie znanych powodów, po problemy żołądkowo-jelitowe i ogólnie pojętą lipę... Ja gilem rzucam równie imponująco co B., i to też wcale mi nie pomaga. Chcę ją jakoś zmobilizować do życia, ale się po prostu nie da. Źle i chłodno coś między nami... Niezgodność charakterów, która w pierdlu objawia się w całej swojej okazałości. Bosz, byle już można było stąd wyleźć i wciągnąć powietrze do niezainfekowanych i niezalanych pulmicortem płuc.
Weszłam dziś na parentingowy blog pewnej mamy z gracją i mało mnie szlag nie trafił. Powinnam naprawdę unikać tak wqrwiającej lektury, zwłaszcza w tego typu dni. Rozpisuje się pani jak to jej dwie (zdrowe) córeczki mają wiosenne gile i jak to ona nie może znieść ich cierpienia. I tych rozpalonych gorączką główek opartych na jej zbolałej piersi oraz smutnych zrozpaczonych oczu, które chcą wyjść na plac zabaw. I jak trudno znieść ten matczyny strach gdy kaszlą. Mój Boże, nic z mojej wrodzonej empatii, nic ze zrozumienia drugiej matki w gilowo-domowej opresji i nic z solidarności jajników. Pomyślałam to czego myśleć nie wolno, a jak mi się w bani pomyśli to wysyłam do kąta krótkim "Agato, Ty prymitywie, ejejejjj...". Ale co tam, specjalnie dla Was, specjalnie by ugasić trochę ogień mego dzisiejszego rozżalenia zwerbalizuję to - Ty głupia babo, masz dwójkę zdrowych dzieci, z chwilowym wiosennym gilem, robota do gotowania obiadu za 4 tysiące i męża, który nie dość, że robi Wam zdjęcia to jeszcze do nich pozuje - i Ty mówisz, że masz źle?! O nie, moja panno.
Podsumowując - to ja mam źle. Ja mam bardzo źle. Ja. mam. zły. dzień. JA, Ja, jA!. ;)
A.
P.S. Powyższy wpis interpretować można na dwa sposoby:
1. Autorka w swojej złośliwości rozpływa się w auto- i nie-autoironii, bo czasem musi, bo inaczej się udusi, prowokacja taka i tak lubi.
2. Autorka jest dziś tak wyrąbana, że mówi poważnie i sama się gani za te brzydkie myśli i słowa. A tej Pani z gotowaczem obiadu i dwójką zdrowych chwilowo zagilanych dzieci po prostu zazdrości i żal jej 4 litery ściska.
Grafika pochodzi ze www.bascat.pl
"Zluzuj maaaajty", nie tylko tobie żal dupę ściska, znam temat i nawet nie przytoczyłabym swoich myśli w niektórych frustrujących mnie tematach. U nas na topie jest M jak marazm. i P jak psychodela. Ściskam Cię mocno, niech nas łączy solidarność MECP2!
OdpowiedzUsuńLuźne majty mam, takie luubie :D
UsuńRobot za 4 tysie??? Ojaaaa... Ale muffinek na pewno nie zrobi ta kupa żelastwa... U nas też smarkowo...A wirus krąży jak widmo i atakuje kolejnych domowników, zatacza koło i wraca :((
OdpowiedzUsuńMnie też żal dupsko ściska, codziennie, na placykach zabaw, w kolejce do pediatry, na basenie... Kto ma jakąś receptę na tą dolegliwość? Ja poproszę...
Ja mam prywatną... Udajesz przed światem, że jest zajebiście, że zazdrość Ciebie zupełnie nie dotyczy i to najprymitywniejsze uczucie świata, a potem piszesz na bloga, że żal Ci dupę ściska, bo większość ma łatwiej i nawet nie umie tego docenić...
UsuńO! Witam w klubie:) Tak mnie wkuuuuuuu... jak ktoś jęczy i kwęczy, zamiast na kolanach dziękować za normalne i nudne do porzygania życie:)))
OdpowiedzUsuńMoże oni.maja normalnie. ..
OdpowiedzUsuńW normalnym życiu czlowiek martwi sie smarkami...brakiem postępów w gry na.pianinie....
trudno może by oni wszyscy rano budzili sie myśląc jak to dobrze że nie mam źle.
Dużo rozmawiam o tym z przyjaciólka która ma perfect life...
i ona z jednej str patrząc na mnie uczy sie . doceniać swój świat z drugiej te smarki i tak gdy sa stają sie gigant problemem.