środa, 11 marca 2015

Matka zmęczona jest

Od przynajmniej tygodnia próbuję coś sensownego, z płentą, podmiotem lirycznym i orzeczeniem, sklecić ale za nic nie wychodzi. Wszystko stabilnie (ale do d), wiosna już prawie a ja zamiast kipieć przebiśniegowym optymizmem jestem jakoś cholernie zmęczona... Niespecjalnie lubię narzekać (chociaż czasem lubię, tyle, że niekoniecznie zasrywając górnolotne treści na blogu) ale dziś czuję, że spada mi ze zmęczenia głowa na klawiaturę. I oklapło mi przynajmniej jedno uszko.
Nienawidzę siebie w nie-formie. Nie cierpię jak czegoś nie mogę, coś mnie przerasta, coś jest ponad możliwości mego wyćwiczonego na rett-skalpelu ciała albo upadłego ducha. Nie lubię tego stanu tak bardzo, że rzadko kiedy dopuszczam do sytuacji, że sama przed sobą przyznaję - "nie mam siły". Dziś pójdę chyba właśnie o krok dalej i wyznam to publicznie. Bo jak pomyślę, że za 2 godziny mam przywlec na to 1 piętro tą moją "mamooo, człowiek guma jestem, pacz jak fajnie" Blankę, to robi mi się słabo. Kawa nie pomoże, pieśń "do bojuuu Polsko" też chyba nie bardzo... Zonk. 
Zapewne, zgodnie z moimi skłonnościami, za dużo od siebie wymagam. Zawsze lubiłam sprawdzić co to znaczy "nie-da-się" a jak się-dało to byłam w sobie przez chwilę zakochana. Miły stan. Dzisiaj mam jakieś dziwne poczucie, że wyrobiłam normę na ten tydzień. W dźwiganiu, targaniu, przewijaniu, topieniu piciem, przebieraniu, karmieniu, wstawaniu, niespaniu i innych czynności na rzecz osób trzecich i czwartych. Jakby nie było, a czasem o tym zapominam - jestem ręcami, nogami, oddechem i paroma innymi rzeczami dla B. a na grzbiecie siedzi mi całą dobę drugi mały ssak. No więc kończyny bolą, głowa też, inne tam też ale przynajmniej są na swoim miejscu. A w klatce piersiowej stan medyczny zagrażający zdrowiu i życiu - brak jednego z dwóch moich serc. Zbieram się zatem, bo to drugie, większe, czeka już na mnie w przedszkolu.

                                                                                              A.

Grafika pochodzi ze strony: www.krainamemow.pl

12 komentarzy:

  1. Jak dla mnie, i tak Siłaczką jesteś, nie pojmuję, jak Ty to robisz:)??

    OdpowiedzUsuń
  2. Agato, zdaje się, że to naturalny etap po zimie, ja mam tak samo... Ja ma wrażenie, że normę mam wyrobioną do końca miesiąca :-) Jak już wiosna zagości na dobre (mieszkam w Alpach, to sobie jeszcze poczekam) to wynagrodzi nam trudy zimy. Pomyśl nie o dzisiejszym dniu, ale o was za jakiś miesiąc, młodsza bedzie już ciut większa, spacery nie będą taką udręką. Trzymam kciuki, no za siebie też bo dotarłam do granicy, a raczej do szczytu. Pozdrawiam. Agnieszka od ssaka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agato, Agato! Ch*j z wiosną, czekamy na lato! Tak tu, do rymu, do taktu... Bez sensu kompletnie. Znam ten stan. I love You.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie co się będziemy rozpieprzać na drobne, myślmy o lecie cały rok! :D

      Usuń
  4. ja ciebie tez love Agatko. tez Agata

    OdpowiedzUsuń
  5. To topienie piciem mnie rozbawiło. ..choć zdaje sobie sprawę że to nie jest zartobliwy wpis.
    ale kiedyś gdy dawalam pić małej szanowny maz wpadl z wrzaskiem bym przestała ja podtapiac jak talibów w kiejkutach. ..nie wiadomo czy śmiać sie czy płakać.
    teraz daje jej pić strzykawką. 1-1.5l dziennie.
    Tak od sierpnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chance ze strzykawką, ciśnienie za duże, ciężko wyregulować a Blanki buzia wisi całkowicie, nie zrobi dzióbka na strzykawce, wszystko wylatuje. Więc kubek i topię dalej :)

      Usuń
  6. To zmęczenie czasem zmienia świadomość.
    Tydzien minął Jak na haju.
    W przystsnku alaska bohater stwierdził ze nie pamięta kilku lat.
    hm... przy takim ciśnieniu wysiłku może na luzie roczek dwa a i więcej jakoś sie zawieruszyc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, to ja od 2009 r zgubiłam kilka latek. To znaczy, że mój wiek bio jest o tyle mniejszy?? :D

      Usuń