czwartek, 19 marca 2015

Pogadam se z firanką

Powiedzmy sobie, kontakt z B. jest dosyć utrudniony i ograniczony. Tak naprawdę (sądzę, że to "zasługa" padaczki) to sprowadza się on do wymiany uprzejmości na zasadzie uśmiechu. Czasem, ale to bardzo bardzo rzadko jak Jej wyślę buziaka to jakieś pół godziny później mlaśnie i wydaje mi się, że to był buziak zwrotny. A poza tym? Nic... I są takie psychodeliczne dni, że brak interakcji z kimkolwiek doprowadza mnie do tego, że idę sobie prasować kaftan.
Jamnica często wybywa, bo pracuje z A. Mniejsza jeszcze nie jest na tym etapie, że ja Jej coś a Ona mi coś w odwecie (chociaż zaczyna być ku mej uldze wesoło) no i zostajemy my we dwie. Blanka i ja. I pomiędzy nami długo długo (oprócz miłości) nic. 
Trudne to jest dla mnie jako matki. Trudne to też jest tak po prostu, gdy dzień mija na karmieniu, przewijaniu, pojeniu, czyli generalnie na "siedzeniu" z dziećmi w domu i nie ma tego przepływu energii. Wiem czym jest rett, wiem, że Blankę uwięził. Przez padaczkę nie mamy żadnej komunikacji alternatywnej... I to nie jest kwestia mojego nieprzykładania się do sprawy czy jakiejkolwiek opieszałości. B. nie jest na tym etapie. Neuro mówi, że przy takiej ilości i "jakości" napadów nie ma szans, żeby cokolwiek zapamiętała, póki co. Bo żeby odpowiedzieć (w jakikolwiek sposób) trzeba zapamiętać. I co z tego, że wiem jakie są realia. Skoro ostatnio czasem myślę, że zacznę gadać do Blankowej firany, żeby nie oszaleć. 
I kończy się tak, że jak już nikt nie odbiera ode mnie telefonu, to nawijam do siebie. Tzn w przestrzeń kosmiczną, co już zdaje się jest jakimś psychiatrycznym objawem. Fakt, niewiele to zmienia w kwestii żarliwości interakcji, bo dialog w formie monologu jest średnio zaskakujący, ale czas jakoś mija. Mama opowiada RIP Babci Jance co tam u dzieci, zwraca uwagę firanie, że skoro jest ulubionym obiektem Blanki to mogłaby być ciut bielsza i zauważa co jakiś czas, że gadanie ze sobą kwalifikuje do leczenia farmakologicznego. Wiem, że to moje chrzanienie się gdzieś w nich zbiera, jest jakoś fajniej, nie ma tej niezręcznej ciszy... I może ma jakiś sens. I kiedyś w końcu popłynie (z tych Większych czy Mniejszych ust/oczu/rąk) jakiś mniej lub bardziej tradycyjny dialog na zasadzie: 
                                                  "A: ...?
                                                   B: ...
                                                   A: ..."
                                                                                               A. 

Grafika pochodzi ze strony: www.youtube.com

2 komentarze:

  1. To może ze mną pogadaj? Bo Ewcia tylko ze swoją dłonią rozmawia...czyta z ręki...Doprowadza mnie to do szału, próbowałam jej zawieszać różne dziwne rzeczy na tej rączce, nie działa...

    OdpowiedzUsuń