piątek, 26 czerwca 2015

Eh...

Znowu to samo. Koniec roku szkolnego, B. skutecznie dobiła do końca swojego trzeciego sezonu w poprawczaku, dostała piękny prezent, dyplom, a ja - teczkę z Jej bazgrołami. I znów coś mi się tu w środku robi... Tak mnie dusi i jakoś gniecie... Matka jest dumna.
Jakiego półobrotu wobec skurwy-retta (no w wakacje już nie muszę chyba dbać o piękno języka) trzeba użyć by namalować cztery krzywe kreski wie tylko Blanka. Ja trochę też. 
A ile trzeba wysiłku żeby dolepić owcy futro z waty to już nie ogarniam... Doceniam Twój wysiłek, Blanko moja, Twój i osób, które z Tobą pracują. Bardzo doceniam. 
Duma z dziecka typu ta moja starsza to dziwne uczucie, takie słodko-duszące. Bo z jednej strony - dałaś radę wylepić owcę futrem z waty, wymiatasz, girl! a z drugiej - mogłabyś tyle gdyby nie ten dupek... Tak słodko-gorzko. Chyba jak to w życiu bywa. 
A co to będzie jak Mniejsza wejdzie na level zdobywania świata i zamiast rozpierającej dumy  pt."Mamo, pacz, wymyłam Ci językiem ziemniaki/deskę sedesową/ psu miskę" będzie jakieś przedstawienie szkolne, trzy plus z anglika, pierwsze podbite oko za "twoja siora to #@$!"... Wykończy mnie ta mamina duma, przysięgam :D

                                                                                              A.
Grafika pochodzi ze strony: www.pentelmagazine.pl

1 komentarz: