Jadę sobie ostatnio
samochodem i nagle znienacka vox.fm zapuszcza kawałek Cher „Walking
in Memphis”. To jedna z tych piosenek, która nie dość, że mnie
maksymalnie śmieszy (nie ma sił jak słyszę „ajm łokin in
mjemfos”) to jeszcze wywołuje u mnie poczucie czystego szczęścia.
Wtedy dosyć zaskakująco bo prułam do biedry po pieluchy dla moich
kaszlaków, zostawionych z płaczem i gilami w domu, zmęczona i w dodatku w
dresach.
A jednak – spacer po „mjemfos” i jest dobrze, chwila, kiedy się myśli „kurde, chce się żyć”.
Cher skończyła (na rzecz jakiegoś utworu disco z pola) a ja
zaczęłam dumać czy jest coś takiego, tylko bliżej mojego retta (który
zasadniczo szczęściotwórczy nie jest) co daje mi podobnego strzała z serotoniny. Na szczęście dla mnie
i nieszczęście dla lokalnej psychiatrii, jest. W dodatku jest to nawet
lepsze niż Cher we własnej osobie i jej Memphis.
Taka sytuacja: B. ma
napad. Nie żaden bylejaki tylko napad-NAPAD. Jest ambu, jest wlewka,
mijają długie minuty, pot z Jej czoła, zaszklone od łez oczy
(bynajmniej nie Jej), zmęczenie i aż za dobrze nam znany - strach.
Kilka, kilkanaście minut, które pierze Jej po mózgu a reszcie obecnych po
psychach. Taka sobie szarpanka z rettem, kto pierwszy, kto da więcej,
kto więcej zabierze albo wydrze dla siebie. Napad ustępuje a B. całkowicie pozbawiona sił
i życia pada, dostaje wąsy z tlenem, pięćdziesiąt buziaków i
milion zapewnień, że jesteśmy obok i niech wraca, jak najszybciej.
Zaczyna się czekanie na Jej decyzję. Czasem mija 15 minut,
czasem godzina, kiedy indziej cztery. Cały ten czas jesteśmy,
patrzymy, czekamy, nie robimy nic oprócz odliczania długich minut.
Nie da się wtedy ani jeść, ani spać, krzyżówek też się nie
rozwiązuje. Się czeka, w napięciu się czeka... By nagle usłyszeć
„Ammm”! B. zawsze wraca tak samo, obwieszcza światu swoim
„Ammm”, że już jest, wróciła i jeden zero dla nas, dupku.
Uwielbiam ponad
wszystko ten moment, kiedy wykopuje się z kołdry, wyrywa z mniejszą
lub większą siłą wąsy od koncentratora i
szuka mnie rozbieganymi oczami, jakby uspokajająco mówiła „już jestem, wróciłam, już
dobrze, Mamo”. Świat zaczyna się kręcić od nowa, jesteśmy
razem, walkin' in Memphis, na szczęście i znowu...
A.
https://www.youtube.com/watch?v=Z2DFu7oWit0,
na wypadek jakby
ktoś nie znał ;)))
Grafika
pochodzi ze strony: happydiscovered.blogspot.com

Cóż rzec....prawda absolutna.
OdpowiedzUsuńCóż rzec....prawda absolutna.
OdpowiedzUsuń