W sumie można by
ograniczyć ten wpis do samego tytułu, bo nic więcej dla mnie w tej
chwili nie ma znaczenia :))) Ale cyba trochę nie wypada. Zatem, w
telegraficznym skrócie, bo każdej minutki mi żal, bo Ona tu jest,
i tańczy dla mnie, a ja dla Niej, jesteśmy razem, w końcu, w
końcu, w końcu!!!
Szybkie podsumowanko, 8-dniowy pobyt Blanki
i Taty w szpitalu dał nam to co następuje:
- Pożegnanie z Trileptalem, włączenie Neurotopu Retard, zwiększenie Nitrazepamu do 2,5 mg na noc. Napadów o mega mocy jak na razie dzięki Bożej uprzejmości nie było, pomniejsze są (przy Blanki zespole do padaczkowej perfekcji przecież nie dążymy), poziom adrenaliny gwałtownie spada, poziom nadziei wprost proporcjonalnie rośnie, w głowie się kręci, B. zaciupana lekami (coś za coś... może to przejściowe?), my w sumie nie wiadomo czym. Nie mamy złudzeń (ani doktory ani my), że to może być uśpienie parszywca tylko na chwilę, na jakiś czas, ale kto nam zabroni, chwilo trwaj! Za kilka dni wracamy na stężenie, potem znowu, i po Nowym Roku znowu. Dr wzięła B. pod swe skrzydła, obiecała, że ma plana przyszłej rewolucji, najważniejsze, że ktoś chce próbować.
- Wiedzę (nie tylko teoretyczną), że Tata da radę (to już ostatnia pochwała bo sam się w sobie zakocha). Nie pomyli leków, zajmie się kompleksowo dzieckiem, ogarnie papierologię, nie umrze z głodu a dodatkowo zaczaruje pół oddziału. Dobrze wybrałam.
- Odkrycie, że szpital, który niegdyś przysporzył mi depresji klinicznej i myśli samobójczych, teraz w innym miejscu i innych okolicznościach oraz po odpowiednim liftingu może być miejscem nadziejo-twórczym. Zajęli się Blanką w pełni profesjonalnie, A. nie spał na podłodze, obyło się bez dramatów i pomiatania rodzicem jak i pacjentem, kurde – da się? Da się! (naszym szpitalnym przygodom należy się osobny wpis, ale nie dziś).
Na koniec banał, ale
najprawdziwsza prawda. Najważniejsze, że jesteśmy już
razem i wygląda na to, że będziemy też na święta. Na całe,
całe szczęście :)))
A.
Grafika pochodzi z: www.yourceleb.mobi
:) :) :) ehhh...Ty
OdpowiedzUsuń:) :) :) ehhh...Ty
OdpowiedzUsuńSuperrr!!!!
OdpowiedzUsuńSuper bardzo się cieszę,że już wyszli :)
OdpowiedzUsuńI cudowne wiadomości,że także udało WAM się napotkać na swojej drodze lekarza który próbuje....
Tak jak napisałaś to najważniejsze,że coś idzie na przód a nie stoi w miejscu.
Cieszę się ogromnie bo wiem jakie to ważne.My też takiego doktora znaleźliśmy i też próbuje i nawet jeśli z tych prób nic nie wyjdzie to człowiek ma poczucie,że ktoś był,ktoś próbował.....
Świetnie, życzę cudownie spokojnych świąt!
OdpowiedzUsuńDziecko w domu. Tj samo szczescie.
OdpowiedzUsuńCzekałam na taki wpis:)))
OdpowiedzUsuńTo teraz pozostaje wszystkim Wam życzyć spokojnych Świąt, wypełnionych samymi chwilami rodzinnego szczęścia - kolejny raz daliście radę - i zakochujcie się w sobie samych i w sobie nawzajem :)
OdpowiedzUsuń