środa, 17 lutego 2016

... jeden krok do tyłu

Bo wcześniej dwa do przodu, albo nawet trzy. Wszystko jakoś się kręci, wiosna coraz bliżej (mimo, że dziś śnieżyca), dziewczyny wyłażą z zarazy, nasza jedyna pomoc Babcia musiała co prawda wrócić do pracy i zostałyśmy same, ale jakoś radzimy. Generalnie nie jest źle, dni sobie lecą aż tu nagle ostatnio jeb. Znowu. Stare dobre "dlaczego..." albo nawet "dlaczego Ona???"  sieka mi mózg.
Nic z tym chyba już nie zrobię, wraca coraz rzadziej, uda się wypędzić coraz szybciej ale jednak jest jak bumerang. Ani psycholog, psychiatra czy farmaceuta tego nie zmieni. Osiągam już dosyć niezły poziom pogodzenia by raz na czas wróciła wizja zdrowej B. i rozwaliła mi spokój jak domek z kart. Najczęściej punktem zapalnym jest nieubłagana statystyka, mam przed oczami X dzieci (na spotkaniu rodzinnym, ze znajomymi, placu zabaw, gdziekolwiek) i jak w mordę strzelił tylko jedno ma retta. Wszystkie jedzą, skaczą, bawią się a jedna ma retta. Wszystkie mogą a ta jedna nie może. A mnie ze smutku trafia, ale fason trzeba trzymać zawsze i wszędzie, więc luzik, jest ok. A w środku boli jak jasna cholera.

                                                                                                 A.  

Grafika pochodzi ze strony: www.detechter.com

13 komentarzy:

  1. Mam dokładnie to samo. U mnie z biegiem czasu jest coraz gorzej, bo zaczynam unikać znajomych z dziećmi. Zdrowymi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Cię, do mnie też to pytanie wraca, chociaż moje jest chore od urodzenia. Ja się co prawda nie izoluję, mam drugie zdrowe dziecko, czasami mam tylko ochotę rozpierdolić świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam drugie zdrowe (jedyny powod, ze na widok zdrowych dzieci nie uciekam w sina dal) i sama bym tego lepiej nie ujela :)))
      Skoro w ten desen to zacytuje moja siostre (tzn meza) - padasz i wstajsz, rozsypujesz sie i skladasz i tak do zajeb.nia ;)))

      Usuń
  3. Taaaa, pewnie wszyscy rodzice chorych dzieci tak mają, ta obrzydliwa, niczym nieuzasadniona niesprawiedliwość! Dlaczego ono??? Stary być może nagrzeszył;) zasłużył;) ale dziecko???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też tego nie pojmuję... buu

      Usuń
    2. Kazdy kto by mi powiedzial "ja sie ciesze ze Ono zyje, choroba to dar" jest dla mnie mega podejrzany.
      To boli i bolec bedzie, bo sie kocha to Dziecko najbardziej na swiecie i to chyba naturalne ze sie zaluje, ze ma trudniej niz inne.

      Usuń
    3. Niech sobie sam ten "dar" dźwiga, a dziecko... niech będzie dzieckiem!!

      Usuń
    4. Wszystkie sformułowania w stylu "dar", "plan" jeżą mi skórę od zawsze... i to niezależnie od tego, czy dotyczą dziecka czy dorosłego...

      Usuń
    5. Mi tez, K., mi tez...

      Usuń
  4. Bardzo mocno Cię tulę. Straciłam synka w 27 tygodniu ciąży i zazdrościłam każdej mamie której dziecko żyło, nawet jeśli było chore. Serce mi się kraje, kiedy czytam takie wpisy jak ten Twój powyżej, bo żadne dziecko, żadne nie zasługuje, by chorować, tylko, żeby żyć. Po prostu, żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zycie dla niektorych jest tak okrutne, ze trudno to ubrac w jakiekolwiek slowa...
      Tule Cie Karzmirowa Mamo i mimo, ze mam pewne trudnosci od zycia na koncie to nie umiem sobie nawet wyobrazic bolu po stracie dziecka... pewnie niestety kiedys bede musiala... a tymczasem skr Melenkiemu wielkiego buziaka do nieba ☆♡♡♡☆

      Usuń
    2. Przepraszm, że tak się tu wywnętrzam.
      Bardo Was polubilam I bardzo za Was tray am kciuki

      Usuń