Dobra, chyba wraca mi humor. Albo udaję, że mi wraca, ale tak skutecznie, że nawet sama w to uwierzyłam. Różne rzeczy się słyszy przy okazji tak przykrej historii jaką jest niepełnosprawne dziecię, a oprócz tych dorównujących powagą całej sytuacji, są też i takie, że generalnie nietrzymanie moczu. Nie ma dla mnie świętości, których by nie można było obśmiać, A. uważa podobnie, więc czasem zamiast się kulturalnie popłakać, to rżymy ze śmiechu z takiej na przykład słodkiej klepiącej Blanki. No dobra, jedziemy te nasze perły czarnego i mocno abstrakcyjnego humoru z ostatnich dni:5) B. zaczyna fisiować, widać, że coś nie teges, ale co to nie wiadomo. Pytam A. który przewodzi całej akcji ratunkowej czy to aby nie napad, na co ten mi odpowiada "Nie, to styl życia". Tadam!
4) B. grzecznie klepie, siedzi sobie i kontempluje zasłonę. Mniejsza w tym samym czasie wywala dom na lewą stronę, owija jamnicę jej własnymi uszami, rysuje długopisem freski na ścianie i w każdy inny możliwy sposób poznaje życie. Ja wściekła, bo psuje mi to cały sielski rodzinny obrazek trochę zrezygnowana zauważam: "Nie Jej wina, że jest zdrowa". No nie Jej, nasza.
3) Jesteśmy u jakiejś tam doktorki endo, która robi duże oczy słysząc "rett" i porównując tą czarną wizję z małą słodką dziewczynką, która klepie jej przed oczami. Bardzo zadziwiona faktem skąd taka B. wzięła tego swojego retta, pyta nas czyja to wina (w domyśle chyba, czy to czegoś uszkodzenie, albo czy dziedziczne, wrodzone, poporodowe, poszczepienne itd.) na co odpowiadam jej, że wina jest męża. Jak wszystko.
2) Po ciężkiej nocy pytam A. jak spali, na co słyszę, że B. go kopała pół nocy, więc zawinął Ją kołdrą tak, żeby nie mogła klepać. Pytam zatem co to ma jedno do drugiego i słyszę w odpowiedzi: "jak Ona mi nie dała spać, to ja Jej nie dałem klepać". Proste? Męska logika wymiata, czemuż ja tak muszę wszystko komplikować :D
1) Nie mój tekst numer jeden, ubolewam, bo genialny. Nie wiem nawet czy mogę go upublicznić, bo go tylko usłyszałam od kogoś, że ktoś tam tak powiedział, ale to naprawdę niemożliwe, żeby padł raz jeden z jednych maminych ust i uleciał w niepamięć. Otóż matka npspr syna, rzecze mu z lekkim szczękościskiem: "Masz szczęście gnoju, że Cię kocham". Mój Boże, cała kwintesencja matczynej miłości.
Z okazji Świąt - wszystkiego najsłodszego, wiosny w sercu i jaj przez cały rok! :)))
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.vi.suali.ze
Aga ,tylko to poczucie humoru nas ratuje !!
OdpowiedzUsuń:))))))) wspaniałe :)
OdpowiedzUsuńSpokojnych Świąt!!!
Zrobiliście mi święta! Jesteście boscy (nomen omen) :D
OdpowiedzUsuńHahhaaaa uwielbiam! Ale jaja!!! No to wesołych, nie? :* :*
OdpowiedzUsuńTeksty powalają. Twój mąż jest super facet! Wesołych i wiosennych serc. A.
OdpowiedzUsuńNo, mają szczęście, mają
OdpowiedzUsuńHahahaha alem się obśmiała!! :D
OdpowiedzUsuń