środa, 23 marca 2016

Trafiona zatopiona

Generalnie nie jest dobrze... Czy ja jeszcze jestem JA? Zauważyłam tendencję zatracania siebie już jakiś czas temu, nie tylko, bo tak chcę, ale dlatego też, że nie da się inaczej. Obrobię B., a to zajmuje praktycznie całą dobę, z przerwami na oddychanie, a w tzw. międzyczasie uczę życia Mniejszą, a w zasadzie Ona uczy mnie. Dziś na wycieczkę po B. do przedszkola wzięłyśmy też psa ("Melaaa, melaaaa, oć!"), misia (oczywiście, największego jaki był) i kilka kamyków do kieszeni. Zagroziłam, że jak weźmie mi do tego jeszcze patyka z podwórka, to ją utłukę, więc asekuracyjnie wzięła dwa, jeden z baziami, który musiałam nieść później w zębach, bo przecież Ona ma tylko dwie ręce. I z tym wszystkim "poszłyśmy" na to nasze wysokie pierwsze piętro w kamienicy. Wzięłam wszystko oprócz własnych myśli.
Kiedyś, podczas tzw. 5 minut dla mnie (bo czasem te pięć to dwie) biegłam pod prysznic, robić kawę, po ciastko, na allegro, na bloga czy gdziekolwiek indziej, byleby się oderwać. Teraz jak się okazuje przyszedł kolejny etap - relaksacyjną ekstazą jest wrócenie głową do własnego ciała. Siadam i sprawdzam - noga jest, druga też, głowa jest, itd. Potem powtarzam: "Jestem Agata Ż., z domu B., zanim zostałam matką byłam (...)".
Nie będzie dziś chyba happy endu... Macierzyństwo to wampiriada energetyczna, jak dasz się raz uchlać, to wyssie Cię do szpiku kości. I najgorsze, że chyba się nie da być trochę matką, bo się nią jest na 100% albo nie jest się wcale.

                                                                                           A.  
Grafika pochodzi ze strony:  collinsalazar.com

1 komentarz:

  1. No właśnie nie wiem jak to jest z tym 100%... wydaje mi się ze każda mama musi znaleźć jakiś sposób by dbać o siebie i o swoje szczęście, by być tez dobra mama... i dla jednej to będzie spędzanie 100% czasu ze swoimi dziećmi a dla innej mniej... koleżanka dziwiła się, ze daje 1,5 rocznego Bera do żłoba, bo "przecież nie pracuję" a byłam w ciąży i chciałam moc trochę odpocząć, a także by dziecko chodziło do żłoba kiedy urodzi się brat... a inne nieraz mówią kiedy się rodzi drugie dziecko: "po co go będę dawać do przedszkoła skoro i tak jestem w domu... No czułam się nieraz przez moje decyzje wyrodna matka ale uczę się tego by moje decyzje były moimi decyzjami a nie wynikiem jakiejś presji... nie wiem jak się to ma w przypadku mam chorych dzieci, bo domyślam się ze tego się nawet nie da porównać... No ale u Ciebie widzę pasje i wiele talentów wiec życzę Ci bys była sobą i była szczęśliwa mama :))))

    OdpowiedzUsuń