W sumie macierzyństwo ma tak na drugie imię, bo od pierwszego krzyku jedziesz z wybieraniem TEJ lepszej opcji - pampers czy dada, szczepienie 12 w 1 czy 20 w 1, pierś czy krowa, old-schoolowy wózek czy trendi chusta. Później robi się wcale nie mniej ambitnie, bo: angielski czy balet, dziecko wege czy dziecko wyhodowane na parówkach, smoczek czy pogryziona pierś i tak w nieskończoność. Każdą z decyzji okupuje się oczywiście niemałym stresem, bo jak wyszło dobrze to i mąż po ramieniu poklepie albo i po tyłku, a jak wyszło źle to beczysz trzy tygodnie w poduszkę, bo "a nie mówiłem, mogliśmy zrobić inaczej". Każdy rozstrzyga swoje dylematy, podejmuje decyzje w najlepszej wierze oraz naiwnie wierzy, że owa wiara uchroni go/ją od jakiejkolwiek katastrofy. Proces dochodzenia do decyzji nie jest prosty; można przegryźć to w sobie, ew. się z tym przespać, posłuchać maminej intuicji, można radzić się babć, cioć, koleżanek na placu zabaw i forumie dla super-mam. Tak czy inaczej - co byś matko nie zdecydowała, czasem Ci się noga powinie.
Mamy w ostatnim czasie do podjęcia kilka strategicznych decyzji rzutujących na dalsze życie Blanki. Główne dylematy teraz na tapecie są następujące:
- poprawczak czy warzywniak (po pierwsze primo można jak się okazało odroczyć dziecinę jednak do 9 r.ż. i kazać przesiedzieć rok dłużej w przedszkolu, a za "warzywniak" w znaczeniu grupy rewalidacyjnej z góry i z każdej innej strony przepraszam, ale śmieszy mnie i rozczula ta cała wizja Blanki jako marchewki, brokułka czy innego zdrowego zamiennika i żadna kurde inna nazwa mi do tej rewalidacji nie pasuje ;)
- opóźnianie zastrzykami dojrzewania u B. czy pozostawienie tych kwestii by następowały we własnym tempie (nie mogę się rozpisywać o szczegółach, bo nie przystoi opisywać pewnych kwestii gdy jest się matką Lejdi, w każdym razie doktorka twierdzi, że na pierwszy wąs za wcześnie i chce uskutecznić na B. terapię zastrzykową mającą na celu utrzymanie jej w ciele poczwarki jak najdłużej)
- wzywać karetkę czy nie wzywać karetki (do napadu oczywiście)
- zgodzić się wdrażać nowy lek na epi czy windować w kosmos dawki starych leków
- kłos czy dobierany
- itd, itp, i bez końca...
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.sento.net
Jak jej dobrze w przedszkolu i Wy je lubicie i dogodny dojazd jest i nie za drogo;) to trzymajcie ją tam. Jak fajna szkoła (wyjdzie w praniu, wiem, ale jakieś wrażenie na Was zrobiła) i dogodny dojazd;) to do szkoły;)Co do reszty nie pomogę, no chyba, że kłos;) w dni nieparzyste, a dobierany w parzyste:P
OdpowiedzUsuńSzkoła, poprawczak, warzywniak - wszystko to w naszym mieście jest w jednym miejscu. Zdecydowaliśmy na podstawie tego co będzie (mam nadzieję, Boże daj) dla Blanki najlepsze. Więc grupa vel. warzywniak, już od września :)))
UsuńNiech dojrzewa w swoim tempie...to co naturalne jest najlepsze, nawet przy rettcie. Każda Wasza decyzja jest podejmowana z miłości do B. A więc każda jest najlepsza :-)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, ale gryzie, czasem gryzie, bo chciałoby się jak najlepiej, a nie tylko dobrze, eh...
Usuń:)
OdpowiedzUsuńA w czym może pomóc opóźnienie dojrzewania? Ciekawość mnie dopadła, bo nie słyszałam, że tak się robi :)
Umiesz i kłos, i dobierany?? Ależ mam braki...
Kłos i dobierany to taka moja wieczna kpina na bazie pewnej durnej reklamy z tiwi ;))
UsuńNo da się opóźniać, dr twierdzi, że to "niefizjologiczne być poddawanym takiemu stężeniu hormonów w tym wieku"... Tylko co my tu bierzemy za punkt odniesienia? Chyba zdrową 7,5-latkę, bo co jest fizjologiczne w zespole retta? Klepanie łapanie całe życie non stop, napady epi, które duszą, skolioza 40 st, itd? Na razie nie zdecydowaliśmy się.