Dwa tygodnie kolejnej ostrej jazdy padaczkowej za nami (jak Bóg mi świadkiem - nic nigdy więcej nie świętuję, nie ogłaszam, nie opijam, nic, zero, nul). Bilans jest taki, że wszyscy żyjemy, co w pewnym momencie wydało mi się wcale nie takie oczywiste, B. po kilkunastu napadach otrzepała się w dwa albo trzy dni a ja się nadal czuję jakby mnie przejechał pociąg...To zdjęcie zrobiłam wczoraj i od razu wiedziałam co na nim jest, po co i co autor miał na myśli. Może się wydawać, że jest taka krucha i słaba, pozory w tej kwestii jednak bardzo mylą. Determinacja w Jej oczach mówi wszystko, zwłaszcza to, że dupek rett trafił na równego sobie przeciwnika. Bo B. to 7-letni terminator w spódnicy albo nawet w różowych leginsach w serduszka.
Mnie w bezpośredni sposób nie dotknął ani jeden z tych napadów ale powracanie do formy po każdej tego typu akcji zajmuje mi z tydzień albo i dłużej. Trzeba przerobić zawroty głowy, migreny i inne mniej lub bardziej somatyczne objawy a wśród nich cały repertuar snów z piekła rodem - z siną, zimną i sztywną Blanką w roli głównej. To jest paskudny stres, który muszę jakoś przemielić... A Ona? Znów ma pozwiększane dawki leków (już ostatni raz bo właśnie osiągnęliśmy dawki maksymalne i czeka nas lekowa rewolucja przy następnym zezłośliwieniu padaczki), dwa dni tylko leżała, potem zaczęła się uśmiechać, na nowo trzymać głowę, jakoś jeść a potem siedzieć. Dziś znów jest taka jak zwykle.
Tak mi się jakoś przypomniało:
"Po sztormach, burzach, nawałnicach, szkwałach
Na dwóch bliźniaczych zamieszkałem skałach.
Trzymam się obu w ciszy i zawiei -
Skały rozpaczy i skały nadziei."
(...)
/Jacek Kaczmarski "Dwie skały"/
A.
Jak bardzo to wszystko niesprawiedliwe!!!
OdpowiedzUsuńTo spojrzenie!!!
Przepraszam, ze to napiszę myśle ze Państwo słyszeli o terapii marihuana lecznicza właśnie w przypadku padaczki lekoopornej, moze warto spróbować, choć to chyba nie jest legalna forma leczenia.
OdpowiedzUsuńNo dziewczyny, cały czas za Was trzymam kciuki
OdpowiedzUsuń