Od dnia urodzin była ubierana w niewygodne ubranka, sztywne i zupełnie niepasujące do Jej żądnego przygód charakteru. Wiele razy mówiła rodzicom, że nie chce ubierać już niewygodnych trykotów tylko zwiewne kwieciste sukienki. Oni jednak byli nieugięci i stale powtarzali: "Tak trzeba, Córeczko". Mała Księżniczka im była starsza, tym dotkliwiej odczuwała ból spowodowany tą sytuacją a w Jej granatowo-błękitne oczy wkradał się coraz większy smutek... Z jednej strony rozumiała, że tak trzeba, ale całym sercem czuła, że dłużej tak żyć nie może... Przestała nawet chodzić na łąkę by podziwiać obłoki, nie mogła już wdrapywać się na drzewa i zupełnie straciła umiejętność dostrzegania jaki świat jest piękny. W sztywnych falbanach, gorsetach i wstążkach nagle zaczęło brakować prawdziwej Małej Księżniczki.
Któregoś dnia dziewczynka wstała bardzo chora. Królowa i król, widząc, że ich Córka nie czuje się dobrze jak najprędzej wezwali pałacowego lekarza. Doktor przybył, poprosił by zostawili ich samych i zaczął szukać powodu tych wszystkich problemów... Tak naprawdę wiedział co się dzieje - Mała urodziła się by wypełnić z góry zaplanowane dla Niej zadanie - bycia najwspanialszą i najodważniejszą księżniczki w całym królestwie a wszystko co robili Jej rodzice miało ukształtować Ją w ten określony sposób. Pomimo, że jedyne co tak naprawdę Ją uszczęśliwiało to być wolną...
Doktor popatrzył w te cudne oczy koloru zachmurzonego nieba i zapytał: "Jesteś szczęśliwa?". Nie musiał czekać na odpowiedź, bo nagle po bladych policzkach dziewczynki zaczęły płynąć ogromne łzy a niebo w jej źrenicach jakby opanował ogromny deszcz. Wiedział, że Jej ból jest też fizyczny, bo sztywne warstwy materiału raniły to drobne ciałko aż do krwi. "Koniec tego!" - krzyknął i jednym sprawnym ruchem przeciął nożycami najpierw sznurki od gorsetu a później inne części krępującej garderoby. Na uwolnionych plecach księżniczki nagle pojawiły się piękne, granatowo-fioletowe połyskujące na złoto skrzydła. Mała otarła łzy i w nocnej koszulki zaczęła z piskiem radości skakać po łóżku rozprostowując i trzepocząc skrzydłami, które z sekundy na sekundę zaczęły nabierać wszystkich kolorów tęczy. Jej oczy zabłysły jak dawniej. Nagle do komnaty weszli rodzice. "Co tu się dzieje?!" zagrzmiał tato Księżniczki. "Nie mogłam tak dłużej, Tatusiu... Zobacz jakie mam cudne skrzydła, mogę latać!". Król spuścił głowę a Królowa zaczęła szybko ocierać płynące łzy. Zrozumieli, że dopiero teraz ich Córka będzie szczęśliwa i wolna. I zapewne sama poprowadzi swoje życie tak, by być najsilniejszą i najwspanialszą królewną w całym królestwie.
***
Bo nikt nie rodzi się po coś. Nawet z tak szlachetnych powodów jak bycie opiekunem starszego niepełnosprawnego rodzeństwa.
Autor: Agata Żółkiewska
Ilustracje i moja inspiracja: Iwona Miecznikiewicz (https://www.facebook.com/Iwa-Miecznikiewicz-art-420094694843041/?fref=ts)
Ilustracje i moja inspiracja: Iwona Miecznikiewicz (https://www.facebook.com/Iwa-Miecznikiewicz-art-420094694843041/?fref=ts)


Tak potrzebne, a tak trudne...
OdpowiedzUsuńPiękna bajka. Ale życie starych, wymagających opieki i pomocy rodziców, upokorzonych własną bezradnością i zmuszonych prosić obcych o pomoc, nie ma w sobie nic z bajki, nie ma w sobie ani grama wolności.
OdpowiedzUsuńAle my wyboru nie mamy. Decydujac sie na dziecko troche "na slepo" podpisujemy pakt pt. "Zrobie dla Ciebie wszystko". Jak dziecko okazuje sie chore to on nadal obowiazuje. Mimo, ze boli (utrata wolnosci, marzen, nawet swojego zycia). Jednak nie mamy prawa zabierac tej wolnosci wyboru komus kto przychodzi na swiat. Wg mnie po prostu nie mamy tego prawa...
Usuńamen!
Usuńzycie nigdy nie jest rozowe... ale przeslanie tego tekstu wydaje mi sie inne :) pozdrawiam
Usuń