Bracia, Siostry i inni niespokrewnieni towarzysze w biedzie! Jakiś czas ważyłam w sobie czy może nie zmyślić jakiejś gładkiej historyjki o tym jak to wyskakujemy wszyscy na seszele bo last minut nam się zdarzyła, albo, że grzejemy radośnie tyłki w basenie za kamienicą i dlatego na blogu mało się dzieje. Jednak doszłam do wniosku, że to grzech ciężki przeciwko głównemu mojemu założeniu, czyli prawda przede wszystkiem. Zatem jest tak - ostatnie tygodnie roku szkolnego (w tym ukończenie przez B. poprawczaka) w połączeniu z trzema tygodniami padaczkowego piekła, zmęczeniem, zepsutym ekranem laptoka, burzami, truskawkową pełnią oraz moim własnym brutalnym realizmem dały efekt taki, że oram ostatnio zębami po parkiecie. Nie wyrabiam się z niczym, nie wiem co mam pisać na bloga, żeby to nie brzmiało jak tani emocjonalny wyrzyg, wiszę z tłumaczeniami a jak przychodzi ten mój ukochany czas w ciągu dnia tak jak teraz (tj. południe, laski śpią, kawa pachnie) to ja zamiast gnać do klawiatury z głową spuchniętą od pomysłów siadam raczej w fotelu i patrzę tępo w ścianę próbując złapać choćby namiastkę równowagi i trochę energii kosmicznej... Poziom autoironii spadł mi poniżej kostek, więcej drażni niż cieszy, zauważyłam nawet, że takie dwie małe śliczne różowe bluzeczki co upolowałam w reservedzie ciepnęłam do szafy z metkami i nie dałam im najmniejszej szansy, żeby mnie choć przez moment uradowały.
Także, toteż, dlatego... By nie zaniżać sarkastycznego poziomu tego miejsca w internecie - dam sobie parę dni bez pisania. Poza tym muszę wyjechać, może w weekend się uda do mojej Goni, żeby złapać choć mikrogram dystansu, bo czuję, że grzęznę w tym wszystkim na maksa. Pierwsza weekendowa przepustka od prawie trzech lat... Gorzej jak w pierdlu, nawet tam chyba przysługują częściej :p
A.
Grrafika pochodzi ze strony: www.pinterest.com
Szanowna Pani, jako wierna ale nie-komentująca czytelniczka (ponieważ nie urastam Pani do pięt, więc co ja mogę wiedzieć żeby się wypowiadać?!) chciałam tylko powiedzieć - proszę dać sobie tyle czasu, ile Pani potrzebuje. Ja wierzę, że to chwilowy spadek i dół, z którego zaraz się Pani odbije, a my, czytelnicy, będziemy tu cierpliwie na Panią czekać. W międzyczasie ślę najgorętsze życzenia dla Pani, Dziewczyn, oraz Pana-Męża - jak najwięcej słonecznych, spokojnych i "nudnych" dni :D
OdpowiedzUsuńDziękuję!!!!!!! No coż ja mam więcej napisać, dziękuję <3 Aga jestem :)))
UsuńTeż życzę nudy:) kilka kilogramów!!
OdpowiedzUsuńOoo kilka kilogramów by mnie się przydało, najchętniej w okolicach biustu :D Jak się nie da, to niech będzie i nooody :D
Usuń