niedziela, 25 września 2016

Anioł nie dziecko

Zeszły tydzień był bardzo intensywny, zwłaszcza, że rozpoczęłyśmy sezon jesienny żołądkowo-jelitową zarazą i samo to spowodowało, że nie wiedziałam za co łapać. Dużo wizyt, zlecenia, faktury, gorset dla Blanki, godziny, terminy, zepsute auto, zbuntowana dwulatka, znów rozkręcające się napady... Z tegoż wszystkiego piątkowym późnym popołudniem byłam już wrakiem człowieka a w sobotę, w popłochu pt. "alert, matka nam siada" moi zgotowali mi wolne popołudnie.
A. zabrał Mniejszą zołzę na kinder party. B. zapewne też by poszła, gdyby nie to, że: a) miała w sobotę do południa dwa silne napady i do końca dnia siedziała już tylko zamęczona plując sobie pod szyję, b) impreza zaczynała się o 17.00 a to dla nas max. spokojne pół godziny przed lekami i wieczorną jazdą, c) impreza miała miejsce na trzecim piętrze kamienicy a nikt nie zgłosił się na ochotnika żeby wnosić B. W związku z tym zostałam szczęśliwie wytypowana jako ta co zostaje z Panienką w domu. 
Nie wypowiedziałam na głos ani pół słowa skargi (chociaż najczęściej mówię, żeby ułatwić Jej rozumienie tego całego świata), bo tym razem nie miałam kompletnie siły czegokolwiek tłumaczyć. Ale B. to bardzo mądra dziewczynka, dała się wykąpać bez najmniejszego problemu, potem zjadła pięknie kolację. Później oglądałyśmy Kuchenne Rewolucje (całe!!!), jadłyśmy (bardziej ja) cipsy (bez małych łap pomiędzy każdym cipsem) w łóżku, potem przeczytałam trzy rozdziały książki, a w tym czasie B. zasnęła. Naprawdę, żadne spa, wypady na polowanie na retta, galerie i operetki tego by mi nie dały. Odpoczęłam, usłyszałam ciszę, pobyłam sama ze sobą. I z Blanką, tak jak kiedyś, tylko Ona i ja... Rozumiem Ją bez słów, bo tego nauczyło nas życie. Ale wczoraj Ona zrozumiała też mnie, bez mówienia wiedziała czego mi trzeba. I było naprawdę bosko.


                                                                                              A. 

Grafiki pochodzą ze strony: www.jejświat.pl i www.czytacielka.blogspot.com

2 komentarze: