W żadnej sferze życia nie osiągnęłam takiej asertywności jak w odmawianiu przyjęcia pomocy. Nie, dziękuję, uśmieszek, dam sobie radę, miło, że Pan/Pani pyta. Tyle i kropka. W innych kwestiach wiję się jak nie wiadomo co, bo jak to tak powiedzieć "nie" i urazić kogoś, ale jak ktoś pyta czy mi nie pomóc to automatycznie, nawet bez wpuszczania tej opcji do mózgu mówię "dziękuję, nie trzeba". Wczoraj to samo, dzień jak co dzień - jedna płynąc na fali ortalionu swojej i mojej kurtki leci mi z każdym schodem przez ręce plując mi do tego za kołnierz, druga chce na rączki i wpada w rozpacz, gdy słyszy, że mama nie ma cieciej ląćki, bo ma dwie. Na plecach plecak z rzeczami ze szkoły, u nogi - pies i damska torebusia z kluczami, portfelem, telefonem. Sąsiadka pyta już prawie na górze czy mi pomóc, wiadomo co ja - nie, nie, serdecznie dziękuję, uśmiecham się rozbrajająco usiłując poprawić sobie włosy i okulary bez użycia czegokolwiek. Nie potrzebna mi przecież żadna pomoc.
Moja Mama twierdzi tak jak zresztą 99% wszystkich pozostałych, że to już totalny zgon mojego instynktu samozachowawczego, ale nie jest tak do końca. Więc dlaczego ja z zasady nie powiem: "o tak, tak, proszę mi tu przytrzymać pieska, tą panienkę co udaje strusia i chowa głowę w schody podnieść pod same drzwi a tamtą co znikła właśnie za horyzontem proszę uprzejmie dogonić"?
- bo to niepraktyczne
- nienawidzę czuć się wdzięczna
- nie umiem przyznać się do słabości, bo za słabością z zasady nie przepadam
- jestem zakładniczką poczucia odpowiedzialności za moje dzieci i mojego retta
- nie CHCĘ prosić ani przyjmować pomocy (nie umiem pewnie też)
Ma to swoje dobre i złe strony. Wczoraj byłam tak zajechana, że od 19.00 gapiłam się już tylko w ścianę.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.chmurak.pl
Bo jak dzisiaj sobie nie poradziłam i skorzystałam z pomocy, to jutro nawet nie spróbuję dnia bez pomocy zacząć ;) tak mam :P MASAKRA!!!
OdpowiedzUsuń