wtorek, 6 września 2016

Taki job

To nie jest chyba tylko moja cecha osobnicza, bo matki generalnie tak mają, że lubią popadać w skrajności. Że jak coś to na maksa, taki powiedzmy emocjonalny maksymalizm, żadne tam odcienie szarości. Bo  jak żyję to fruwam, jak umieram to na śmierć, jak walczę to do zdrapanych kolan. No nie potrafię inaczej, co ma swoje i dobre i złe strony. Plusy są takie, że czuję smak tego rett-życia w pełni a nie przez bibułkę ale czasami to można się w ten sposób zaorać. Dlatego też moja podstawowa praca nad sobą sprowadza się do udoskonalania trudnej sztuki olewania, dystansowania się i akceptowania faktu, że świat nie jest tylko black & white. W macierzyństwie też. Niekoniecznie jak raz powinie mi się noga to już jestem najgorszą matką świata a jak coś się uda to nie organizuję od razu zrzuty na mój pomnik z białego marmuru. 
Pewna bliska osoba, chcąc mi pomóc się zdystansować w opiece nad B. poradziła mi tak: :"Traktuj to jak pracę, po prostu." Bingo!
Przecież w pracy można mieć gorszy dzień, nie zawsze się wyrobisz z projektem, czasem szef nasra Ci na głowę. Możesz nie wiedzieć jak coś zrobić, czuć wypalenie zawodowe i mieć na bakier z każdym spotkanym na korytarzu. Możesz czuć, że za mało Ci płacą, masz urlopy zawsze wtedy kiedy nad Bałtykiem leje a szefostwo co chwilę jest niezadowolone. Mogę tak czuć i ja! 
W tym toku myślenia jest tylko jeden mały zonk. Bo jak się połapiesz, że tyrasz cały okrągły rok a nie masz prawa do L4, urlopu na żądanie ani wakacji, od szefowej obrywasz albo z nogi w zęby albo zupą w twarz, nie dostajesz szkodliwego, nie masz najmniejszych szans na podwyżkę/ awans/ asystenta, do emerytury masz sto lat i jeszcze parę innych to nagle zaczynasz rozważać robotę na kasie w biedronce ;)

                                                                                                       A. 

Grafika pochodzi ze strony: www.rodzicenaczasie.pl
                                                                                       

1 komentarz:

  1. Błąd - emerytury wcale nie ma :)))
    A tak serio, to państwo powinno przejmować te trudniejsze przypadki na jakieś 2 tygodnie w roku, żeby rodzice mogli na Hawaje wyjechać;) albo przynajmniej remont w domu zrobić;))

    OdpowiedzUsuń