wtorek, 16 maja 2017

A nocą gdy nie śpię...

W dzień jestem w stanie oszukiwać się całkiem skutecznie. W nocy już nie. Napady Blanki wróciły, głowa zaakceptowała prawdopodobnie nowy niemiecki syrop na tyle, by powrócić na swoje elektryczne tory. Jeszcze parę dni temu wierzyłam, że to chwilowe, że pogoda, że coś. Ale prawda jest taka, że epi-piekło znów stoi przed nami otworem... Siedziałam wczoraj po kilku napadach nad Nią przez pół nocy, drugie pół nie mogłam zmrużyć oka. Jak zwykle.
Moje zmęczenie, niepokój, stres, bezradność manifestuje się bezsennością. Moje doły mają na imię bezsenność. Napady Blanki nazywają się jak? Bezsenność. Myślę, że w sumie rett ma na drugie imię tak właśnie...
Nie śpię, odkąd B. zaczęła chorować. Stan wyłączenia głowy jednego dnia i podłączenia jej następnego jest mi znany tylko z opowieści. Bywają dni, a w sumie noce, że nie śpię wcale. Nie pomogły mi treningi psychologiczne, nie są w stanie uśpić mnie leki (ani słabe, ani mocne, ani zioła, magnezy, witaminy, suplementy, lekarze, farmaceuty). Regularnie rozśmieszam ludzi dziękując za alkohol a w zasadzie podając powód, że po nim nie śpię już wcale. Bo zasnąć zasnę, ale na godzinę. A potem nic. Siedzę nad B. i odganiam rett-demony.
Cały syf wychodzi z mojej głowy w nocy. Powyginane chorobą paluszki, zalane we łzach i bólu Jej niebieskie oczy... Podcięte skrzydła i czarna sukienka... Moja niemoc i rett silny jak voldemort. Tego się nie da upchnąć za zasłoną jak za młodu. Z tym muszę jakoś żyć.
I nie pomogą tu słowa mojego męża "Weź przestań myśleć, tylko śpij", nie pomoże liczenie baranów/ rettów/ różowych chmurek z waty cukrowej. Czuję, że pomogłaby mi tylko stabilizacja w Blanki chorobie, i to nie taka, która trwa 3, 4 tygodnie i tylko szykuje się by z mocą huraganu przeistoczyć się w kolejne piekło. Chcę spać, normalnie, jak ludzie. I choć na parę godzin zapomnieć, że to się dzieje naprawdę.

                                                                                        A.  

Grafika pochodzi ze strony: www.WorldofLucidDreamers.com

4 komentarze:

  1. Gówniany Rett, gówniana padaka :/
    Dorotka zaleciłaby pewnie bieganie, podobno doskonale oczyszcza głowę z tego, co cały dzień w nią wpycha, ale raczej nie masz sił i odpowiednio dużo wolnego czasu, żeby ten plan wprowadzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegam. Z wozkami, do netto i z psem ;) endo mondo byloby dumne z moich przebiegow. A tak dla siebie, terapeutycznie? Kiedy... chyba w te noce skoro i tak nie spie.

      Usuń
  2. Bardzo współczuję, nie wyobrażam sobie przechodzić przez to wszystko bez możliwości chociaż kilku spokojnych godzin snu, żeby się zresetować i nabrać sił. Rett-sret, gnój ostatni, żadne dziecko nie powinno tak cierpieć. Chętnie oddałabym Ci trochę snu, a Blance spokoju w główce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masa osób zrobiłaby dla Niej naprawdę dużo, kilka nawet wszystko. A się nie da... to mnie dobija. Niemoc.

      Usuń