niedziela, 7 maja 2017

Gdzie jest granica intymności?

W McDonaldzie. A, że ja jestem beton w myśleniu o pewnych kwestiach, to zajęło mi chyba z 8 lat, żeby zrozumieć, że Blanka w miejscach publicznych nie je. Po prostu. Nie i kropka.
Ojciec myśli i mówi tak - nakarmię Ją w samochodzie/ w wózku / gdzieś gdzie ludzkie oko nie sięga a potem idziemy jeść a Ona siedzi i patrzy.
Matka myśli i mówi tak - jedziemy 520 km, żarcie (zmiksowane i ciepłe w termosie-transporterze) i wszelki inny ekwipunek (łyżkę, miseczkę, widelec, kubki, dzióbki, śliniaki, szmaty kuchenne, ręczniki papierowe) mamy ze sobą, więc po co biedne dziecko ma jeść w aucie. Wszyscy są przecie równi; 98% je hepi mile i big maki, 1% ciągnie mleko z cyca a 1% będzie pluł, krztusił się, prowokował wymioty, (nikt mi nie powie, że to nie jest jedna ze sztuczek B. Bo jest! Żadne tam bezwładne wypływy, cofki itd. Nie chce jeść to się powymiotuje i dupa), kaszlał, siniał, zalewał się wodą i topił. Bo tak je Blanka. Ona lepiej jeść nie może; czasem uda się zrobić to w miarę kulturalnie i niepostrzeżenie, bez robienia z siebie jednoosobowego teatru ale w ogromnej większości przypadków jest rzeźnia. Jak ma napady i złe dni - to wszystko Jej wypada, wylatuje i zachowuje się zgodnie z grawitacją a Ona się krztusi i ryczy. Jak napadów nie ma to co drugim kęsem się dławi, kaszle, wkłada ręce do oczu i okleja zupą grzywkę. Przy tym bywa, że pokrzykuje, a jak karmiciel, nie daj Boże warknie, coby się brała za życie i jadła jak człowiek to jest skłonna się popłakać i patrzeć wszystkim wkoło w oczy ze słowami w drukowanych literach: MAMA MNIE BIJE PRZY KARMIENIU, ew. TATO JEST POTWOREM A JA TAKA BIEDNA I DALEJ GŁODNA. Także wracając do sedna - karmienie B. jest trudne. I pracochłonne (nerwo-chłonne również) oraz problematyczne. Teraz już wiem, że jest niemożliwe do wykonania w miejscu publicznym. I to nie przez to ile gał patrzy, ile się dziwi i ile szepcze znad frytek. To przez Nią. A w zasadzie dla Niej. Zasługuje na więcej niż robienie z siebie takiego szoł.
Przy recie w naszym wydaniu tak po prostu jest - cała fizjologia na wierzchu. Bo to w pewien sposób walka o przetrwanie. Ktoś kto je/ pije/ robi kupę/ siedzi/ puszcza bąki/ trzyma głowę i plecy normalnie (tj. bez udziału retta) nie ma pojęcia ile wysiłku kosztują taką Blankę owe czynności. I trzeba pomóc Jej pewne kwestie nie tyle ukryć, co może nie koniecznie nimi epatować w prawo i lewo.
Mój mąż znów miał rację - należy zrobić to co trzeba po cichu, w maksymalnie bezludnym miejscu i wziąć potem B. na radosną i spokojną obserwację rodzinnego obiadu w Macu a nie na siłę udowadniać Bóg wie komu i po co, że Ona może to co wszyscy i tak jak wszyscy. Bo nie może. 

                                                                                               A.
Grafika pochodzi ze strony: www.go4moresecrets.com 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz