Czas leci nieubłaganie... A z nim rośnie Blanka. Właśnie wyrosła z naszego ukochanego Maclarena (po 6 latach śmigania w zdrowiu i chorobie) a za chwilę zrobi to samo z Ursusem (po latach 3, tego kochamy mniej ale to inna bajka). Znów stanęliśmy przed dylematem: jaki wózek wybrać?! Wszystko by było fajnie, gdyby nie totalnie absurdalne ceny wózków dla dzieci niepełnosprawnych i wszystkich tych innych sprzętów, które na co dzień są niezbędne. Wybór wózka doprowadza mnie za każdym razem do histerii a A. do osiwienia tego co mu jeszcze nie wyłysiało... I to z kilku przyczyn.Siłą rzeczy przewijają mi się przez dom ostatnio całe tabuny czarodziejów, którzy pokażą, zaprezentują i obiecają mi wszystko w zamian za zlecenie podbite w nfz-cie. Przysięgam, ogromna masa przedstawicieli firm produkujących czy dystrybuujących sprzętem rehabilitacyjnym to naciągacze i cwaniaki... Przerabiałam to wiele, wiele razy i teraz jestem równie cwana co oni. I nie dam sobie tak łatwo wyrwać z łapy zlecenia nabierając się na ich tanie chwyty. Jakie? Proszzzz...
1. Pisowa ustawa za życiem - za rok "se weźmiecie nowy" (to je cytat, powtarzany mi przez przynajmniej trzech gości).
Po pierwsze primo, ustawa jest, i owszem. Na mocy tej ustawy wózek czy innych sprzęt rehabilitacyjny powinien być refundowany przez NFZ nie co 3, 4 lata jak było wcześniej, tylko wedle potrzeb dziecka. Nawet co rok. Ale! Pies pogrzebany jest w tym, że refundacja NFZ nie stanowi zwykle nawet połowy ceny takiego dajmy na to wózka bo to np 3000 zł... "Niech mieści się w refundacji" - tym rozśmieszysz chyba wszystkich przedstawicieli handlowych. Wózek-marzenie dla B. wyceniono nam na 13.500 zł. Wózek do szybkich przelotów (tj. do krótkiego siedzenia, lekki, łatwy do pakowania do bagażnika) na ok 8.000 zł. Nie trzeba było mieć piątki z matmy żeby obliczyć, że tych x tysięcy trzeba wywalić z własnej kieszeni. I to pociąga za sobą chwyt marketingowy nr 2, czyli:
2. "Resztę da PFRON"
Hm... Teoretycznie tak. 4.500 zł można wytargać ze środków PFRON ale... nie u nas! Nie w moim mieście. Robiłam już masę prób - "brak środków, odmowa". Czy to 2 stycznia, czy wiosna, czy jesień. Nie ma. Raz udało mi się wywalczyć dofinansowanie do Ursusa, 3 lata temu i na tym koniec, świdnicki PFRON kasy nie ma (pewnie dla jakiś wybrańców ma, dla mnie - nie). A więc jak nie PFRON to...:
3. "Się weźmie z Fundacji"
Szlag mnie trafia jak mi te kolesie mówią o "braniu" czegokolwiek dla dziecka npspr. Każda matka albo ojciec wie jedno - TU JE POLSKA, tu się nic nie bierze! Tu można ewentualnie WYSZARPAĆ. Wychodzić, wybłagać, wyrwać systemowi. Nic nie jest proste, miesiące czekania poprzeplatane są dziesiątkami zasadzek (donieść dokument taki a taki, za wysoki dochód, miesiąc za późno, dwa dni za wcześnie, wniosek niekompletny, dziecko za mało chore, dziecko za bardzo chore etc). Więc wracając - się nie weźmie. Można zapłacić z subkonta czyli tzw, 1% ale! to nie jest studnia bez dna. Znam masę rodziców, którzy na subkontach mają jakieś drobniaki. My mamy to szczęście, że ludzie o Blance pamiętają co roku przy rozliczeniu. Ale to też nie jest tak, że nonszalanckim ruchem ręki można wypisać czek na 10 tysięcy złotych bo Fundacja zapłaci i fajnie i kropka. Z tej kasy dzieci ćwiczą, cały rok! Kilka razy w tygodniu po 80 zł, po stówce. Na leki idą tysiące złotych. Na wizyty u lekarzy też. Właśnie z tych pieniędzy. Także jak mnie tu przyłazi typ w mokasynach z ogolonymi nogami lepiej niż moje własne i chrzani, że za rok mogę se wziąć nowy wózek jak ten będzie niezbyt, to mnie jasna cholera bierze.
4. W tym biznesie nie ma sentymentów. Z ciężkimi chorobami w tle, z ludzkimi dramatami na drugim planie, ale jednak to jest biznes. I gra o grubą kasę.
Oni mają to w nosie, że chodzi o chore dzieci. Że im trzeba pomóc, usiąść na dupie, poobserwować dziecko, wypytać o jego/jej i rodziców potrzeby i wybrać najlepszą opcję. Im zależy żeby wcisnąć sprzęt, zgarnąć kasę, wsiąść w mercedesa i pognać wciskać kit dalej. Owszem, zwykle są fizjoterapeutami, mają kursy, dyplomy, cuda wianki, ale czasem wydaje mi się, że kupione na bazarze. Bywało, że wciskano nam takie bajki, że człowiek z fundamentalną wiedzą o fizjologii mógł się połapać, że chodzi tylko o "daj pani zlecenie i już mnie nie ma". Typu ortezy po samo udo bo skolioza się cofnie jak nogi ustawimy. Well, yes... ale Ona nie chodzi... Nogi tu niewiele zmienią.
5. Cena Czyni Cuda
Jest płatnik od którego "sie weźmie" to i cena leci na orbitę. Jest też klient (który wyjścia nie ma, bo np. wózek jest nogami dziecka, fotelik stanowi jedyną możliwość by mogło siedzieć, łóżko pozwala uniknąć odleżyn) więc z cenami dzieją się naprawdę cuda. Dorzuć do tego atesty, sresty, firmy, loga i cuda i masz... 15.000 za wózek, 12.000 za siedzisko, dycha za pionizator. Mnie to dobija... Nie uwierzę, że materiały, koszty produkcji, dystrybucja dadzą razem aż tyle. No chyba, że razem z wypłatami dla tych pacanów w mokasynach i na ich samochody to może... Aktywny wózek dla dorosłego z włókna węglowego (lekki, bosko lekki, zwrotny, fajny) może kosztować 4, 5 tysięcy. A dla dzieci? Czemu poniżej 6 - 8 się nie znajdzie? A jak się znajdzie to na dziecko krótkie i ważący 25 kg. Nie pojmuję tego.
6. Kto Wam to sprzedał, ja mam lepsze!
Wiadomo. Masz lepsze, ciulu, bo kasa idzie do twojej kieszonki.
Mam jednego gościa, który sprzedał nam na początku rett-drogi Mclarena i który wiem, że mi kitu nie wciśnie. Jest gdzieś z boku, jak zadzwonię to doradzi, jak dobierzemy to sprzeda. Żadnej presji, spinki, żadnych chwytów poniżej pasa. Ale to jest naprawdę wyjątek. Reszta to hieny.
A.
Grafika: www.pineterest.com
Strasznie to smutne :( Ale wiadomo skąd się bierze: dziecko chore??? Rodzic sam nie zje, a na nadzieję na lepsze życie małoletnich da...
OdpowiedzUsuńTj systemowy problem.ceny sa zawyzone dlatego ze mamy szukac dofinanswania..i maja na tym zysk.
OdpowiedzUsuńNo niestety, niepelnosprawnosc to biznes. Tylko dodtakowo gra na emocjach i to jest smutne.
OdpowiedzUsuń