To bez znaczenia gdzie jesteśmy - na rybie nad Bałtykiem, na poczcie, w spożywczaku, w tesko, na przystanku. Zawsze jesteśmy w centrum. Publika cichnie, zaczyna się szoł. I nie musi być nawet efektów specjalnym typu B. pierdnie siarczyście, B. sinieje i się dusi ani nawet B. ma napad. Wystarczy, że siedzi sobie cichutko i klepie. I jest. Taka INNA niż inni. Tak bardzo rozwalająca ładny obrazek sielskiego życia w małym bądź większym mieście. Kiedyś maskowałam się tym, że była mała. Mogła śmiało udawać zdrowe lecz ciut leniwe dziecko (takie duże a jeszcze mamusia wozi, he?). Teraz zrobiło się niefajnie...
Sięga mi po za przeproszeniem cyc, sama ów cyc zaczyna mieć, gada głośniej, jak strzeli z obcasa ortezy w wózek to jakby strzał z armaty i już przemknąć niezauważalnym się po prostu nie da. Teraz wyjście w ludzi jest dla mnie jak ściągnięcie gaci i wystawienie się na talerz pod ostrzał spojrzeń, komentarzy i pomruków.
Zawsze starałam się chodzić z podniesioną głową, nie mam się czego wstydzić, nawet więcej - jestem z nas dumna. Z Niej, że jest mega słodką dziewczynusią kryjącą w środku kobietę ze stali a z nas, że dalej w tym rett-bagnie trwamy i mimo, że regularnie nas podtapia, to jednak wypływamy na wierzch. Jednak widzę, że z roku na rok coraz bardziej mnie to zainteresowanie przytłacza... Że już mi się nie chce uśmiechać, jak 5-latek cały uradowany wrzeszczy do swojej matki "patrz, jaka duża a w wózku!" a ona na to nic. Coraz częściej ukradkiem wystawiam język zamiast tłumaczyć po raz kolejny dlaczego jest jak jest. I, że my w tej społecznej przestrzeni chcemy czuć się jak każdy inny a nie jak okaz rzędu lamparta albinosa z fioletowymi oczami.
Jest też w tym wszystkim ktoś mały ale rozumiejący więcej niż niejeden z tych zagapionych... Moja Mniejsza. W wieku lat 3 przybiegła ostatnio na granicy rozpaczy i wściekłości, ze łzami w oczach i słowami "mamo, nie będę się z nimi bawić bo się śmieją z Lali". Pierwszy tak naprawdę raz zderzyła się z tym z czym będzie musiała się zmierzyć jeszcze nie raz... Odkryła, że coś zupełnie dla Niej naturalnego jest dla innych ludzi niezłą sensacją. To boli. Wiem, o tym.
Dalej więc chodzimy tam gdzie musimy, ale coraz rzadziej tam gdzie byśmy chciały... Jak lody, to raczej w parku, jak zakupy to poza godzinami szczytu, jak plac zabaw - to nasz znany. Przykre to jest i czuję gdzieś w środku swoją porażkę. Że dałam im się zaszczuć...
A.
Grafika: www.scienceofrelatioships.com
My mieszkamy na wsi więc wszyscy znają Hanie, raczej nikt się dziwnie nie przygląda ale jak wyjeżdżamy do miasta na jakies zakupy juz widzę ciekawskie spojrzenia..... A zawsze myślałam głupia, że na wsi ludzie jacys dziwni i dziwnie mogą reagować na chore dziecko a tymczasem to Ci z miasta tak reaguja:-P a jeśli chodzi o Młodszą...nie martw się. Jak podrosnie będzie murem za siostrą stala. Moja starsza jest dumna z siostry :-) wszystkim się chwali (ostatnio jej brakiem w uzebieniu) i dumnie pcha wózek z dużym niechodzacym dzieciakiem :-) pozdrawiamy
OdpowiedzUsuńMy mieszkamy na wsi więc wszyscy znają Hanie, raczej nikt się dziwnie nie przygląda ale jak wyjeżdżamy do miasta na jakies zakupy juz widzę ciekawskie spojrzenia..... A zawsze myślałam głupia, że na wsi ludzie jacys dziwni i dziwnie mogą reagować na chore dziecko a tymczasem to Ci z miasta tak reaguja:-P a jeśli chodzi o Młodszą...nie martw się. Jak podrosnie będzie murem za siostrą stala. Moja starsza jest dumna z siostry :-) wszystkim się chwali (ostatnio jej brakiem w uzebieniu) i dumnie pcha wózek z dużym niechodzacym dzieciakiem :-) pozdrawiamy
OdpowiedzUsuńI właśnie dlatego nam jest potrzebne Rodzeństwo, wcale nie dlatego, że a)mają pomagać b) zajmą się nami w przyszłości (oba zarzuty musiałam odpierać jako szczęśliwa posiadaczka MPD i dziesięć lat młodszego Brata). Oni są po to, żeby żyć z nami, kłócić się wściekać, ale jednocześnie kiedy trzeba bronić przed całym światem...
OdpowiedzUsuńP.S. A gapienie się boli zawsze, wiem to...
Pozdrawiam
Mnie nawet rzadko spotyka to "nieprzyjemne" gapienie, ale dokladnie jak piszesz jeste jak zwierze w zoo...na naszym osiedlu wszyscy znają mnie i Paulike..
OdpowiedzUsuńMartwie sie o chlopcow jak to zniosa gdy sie z tym zderza...i tez unikam tlumu etc.
Zeby wszyscy dali nam swiety spokoj....
Dokładnie tak - póki dziecko małe, można udawać, że jest "prawie" normalne, potem już udawać się nie da :( I walczyć z całym światem się nie chce i tłumaczyć... A niech sobie myślą co chcą... tylko rodzeństwa szkoda.
OdpowiedzUsuń