Bierność i brak inicjatywy. Skąd? Od retta? Nie wiem... Wydawało mi się zawsze, że tak, mimo, że A. w każdej nerwowej sytuacji powtarzał "Widzisz, wszystko robimy za Nią to nic nie musi, nawet nogi Ci potrzymać w górze jak walczysz żeby ubrać Jej skarpetę"... Nie chciałam w to wierzyć, wolałam myśleć "Nie może, to dupek rett". Ale teraz, im jest starsza i im mi technicznie trudniej tym wyraźniej widzę, że rzeczywiście nie wymagając od Niej kompletnie nic - nawaliłam.Jak była maleńka, jeszcze przed regresem była taka jak my. Wiecznie w ruchu, ciekawa świata, taki mały wariat. Radosna, gotowa do zabawy, wszędzie było Jej pełno. Potem przyszedł regres i właśnie zmiana w zachowaniu była jego pierwszym i najbardziej ewidentnym objawem. B. się wycofała. Skupiła na klepaniu łapami i straciła kompletnie zainteresowanie światem. Nawet nie patrzyła na nas, na nic. Żadne zabawki, duperele, nic. Potem kontakt zaczął wracać, jednak nigdy, nawet w szczątkowej formie nie wróciła Jej chęć do podejmowania jakichkolwiek działań. Wcześniej, robiliśmy wszystko by Ją motywować, odsuwaliśmy miseczkę z jedzeniem, zaczepialiśmy, zachęcaliśmy, zachęcaliśmy i zachęcaliśmy... Braliśmy Jej łapy i coś nimi robiliśmy. Zmuszaliśmy nogi, by coś chciały robić. I tak miliony, miliardy i tryliardy razy. Dziennie. Potem stopniowo zaczęliśmy się poddawać. Wsiedliśmy w pendolino czasu i jesteśmy tu gdzie jesteśmy - Królowa ma 9 lat i nie robi nic. Funkcjonalnie? Jest jak... (roślina, ble, nienawidzę) kwiatuszek. Kochasz, podlewasz, pielęgnujesz a Ona rośnie. Uśmiechnie się i wszyscy się uśmiechają; zapłacze i płacze cały świat... Niby się przyzwyczaiłam, robię za Nią co trzeba czyli wszystko. Takie całe, okrągłe i soczyste 100%. Przychodzi jednak czasem dzień taki jak dzisiaj, niby dzień jak co dzień ale w środku coś pęka.
Wracamy stąd skąd ostatnio prawie zawsze, czyli niedziela w lerą merlą, ew. castorama, w marzeniach -ikea. Generalnie - budowlanka, wykończeniówka, śruby w kieszeniach, młotek w damskiej torebce, nasze realia przez jeszcze przynajmniej rok. Budowa. Wieziemy dwójkę dzieci, wózek, hulajnogę (musi być, Mniejszej nie przegadasz), oraz 4 deski długości 3 metry, szerokości 40 cm. Zajmują całą długość samochodu dzieląc go na burtę prawą i lewą: kierowca A. i Mniejsza po lewej, ja i B. po prawej a deski przez środek. Ustawiamy te dechy a B. się kładzie. Na bok. Bo musi, bo chce. Poprawiamy B., zajmujemy miejsca, próbujemy ruszać - B. na bok, deski na A., A. wkur...ny. I tak 15 razy, aż w końcu odjeżdżamy wściekli, deski leżą A. na ręce, która zmienia biegi a B. leży z tryumfalnym uśmiechem tam gdzie chciała. Potem zaczyna się akcja czapka. B. pokrzykuje bo czapka na oczach - stajemy bo przez deski choćbym była mistrzem jogi nie wygnę się i nie poprawię. A B. zła, bo niewygodnie. Potem stęka bo jej grzywka po oczach fruwa... I tak w koło... Żal zalał mnie tak, że już prawie nnie słyszałam jak A. mówi - "Daj Jej spokój, niech sobie w końcu sama musi poradzić!". Nic nie musi, wiem o tym.
Widziałam setki osób npspr, w samej naszej szkole są ich tony. Pokiereszowani, pokrzywieni, tacy, którym los naprawdę spłatał figla. 99% z nich stale walczy o choć okruchy samodzielności - próbuje, wywraca się, wylewa wodę z kubka, składa niepoprawne słowa, szuka pomocy, ale walczy. I wśród nich taki jeden kwiatuszek.
Wiem, że dzięki łaskawości retta niewiele może... Ale dziś tak to widzę. Dziś mi zmęczono, sfrustrowano i źle.
A.
Grafika: www.pineterst.com
O kurcze :( Jak smutno taki wpis przeczytać. Nie pozostaje nic innego tak przesłać kubeł dobrych myśli i sił (i ewentualnie zgrzewkę wina) z nadzieją że będzie lepiej <3
OdpowiedzUsuńOo, wino dobre na fszysko, nie?? :D
UsuńChętnie prześlę Pani całą zgrzewkę, ba, wręcz mogę zaoferować z przyjemnością regularne wysyłki! :D Czytam stale od dawna, i nieustannie kibicuję, myślę, czasem się pomodlę, ale zazwyczaj po prostu siarczyście przeklnę... <3 Pozdrowienia z Krakowa, Ania
UsuńTj jednak przez retta ��
OdpowiedzUsuńMoja córka ma 12 lat i z tego co czytam jest w trochę lepszej formie motorycznej ale właściwie poza drobnymi gestami jak szarpniecie książki czy jedzenia nie wykazuje inicjatywy. A gdy fizycznie było lepiej robiła trochę więcej.
Wraz z pogorszeniem się możliwości ona się bardzo wycofuje. W apatie wpada.
Ja myślę że tj wyraz rezygnacji w nich. Może jakaś depresja...
Czasem ma lepsze dni.
Na obrazkach pokazuje że boli głowa.
Myślę że Blanka która nie jest w stanie machać ręką by świadomie coś pokazać ma jeszcze bardziej dość niż moja córka.
Myślę że one widzą nasze starania. Czasem się uśmiechną..
Ale generalnie mają okropnie dość.
A wiesz... moje dziecko z zupełnie innymi problemami, od Retta lata świetlne na lewo ;) ale od wieków tkwi we mnie przekonanie, że mogłaby znacznie więcej, gdyby jej się chciało. Może się mylę, może ona się stara (trala lala), ale tak to właśnie wygląda - pełna olewka. Szkoła - spanko - i do wieczora w kompa wbite oczy (a tam wiecznie tylko muza na yt) koniec wszelkich aktywności :/
OdpowiedzUsuńNo, olewka,właśnie... Nie znoszę, w żadnej dziedzinie życia. Byleby się chociaż chciało, bo jak się nie sce to... masakra :/
Usuń