czwartek, 25 stycznia 2018

Ferie uważam za... przespane

Jako, że ostatni będą pierwszymi i w zeszłym roku ferie zimowe zahaczyły nam, jako ostatnim, prawie o majówkę, to w tym roku, ledwo otrzepawszy brokat po Sylwestrze mieliśmy znów wolne od szkoły. Nie wiem co konkretnie się Jej porobiło, ale ostatnie dwa tygodnie moja panna poświęciła na sen zimowy. I to naprawdę mocno daje mi do myślenia, bo nie jest kompletnie w Jej stylu. Spać? Nie B. Sory.
Od zawsze było tak, że naszym największym problemem poza epi (ale to chyba jedno z drugim związane) były akcje ze spaniem. Co by człek nie zrobił, to nie było możliwe uświadczyć B. śpiącej dłużej niż 2-3 godzinki z rzędu. W nocy jak najbardziej też nie. Standard to min. 5 pobudek, usypianie przez kilka godzin, plus np. 2-godzinna przerwa na chorały gregoriańskie lub inne pieśni w Jej wykonaniu. Z 8-godzninnej męki robiło się 2,5 godziny spania plus 5,5 godziny wkurwa. W dzień natomiast posypiała zwykle nawet kilka razy, ale to były takie chwilówki - 5, 10 minut i wybudzenie z lękiem albo od razu płaczem. A teraz?? Co robi B.? B. śpi. B. zje i znów śpi. B. poogląda bajkę i idzie w kimę. Żadnych zmian w lekach nie było, nie ma infekcji, dzień jak co dzień i takie cuda dziwy. 
Kiedyś, jak czytałam, że Rettki z wiekiem tonują, a nawet robią się apatyczne to błagałam Boga, żeby temu małemu rozdarciuchowi ofiarował choć godzinę apatii. I samo przyszło... B. ma 9 lat i martwi mnie tym, że zamiast chodzić po ścianach jak zwykle wykorzystuje maksymalnie ferie na hibernację-regenerację. Pewnie to związane z pogodą, może z uspokojeniem padaki, a może to jakiś kolejny etap tego naszego retta... W każdym razie mam tyle czasu, bo Mniejsza w poprawczaku uczy się angielskiego, a Ona 1/3 dnia śpi, że zaczęłam czytać książkę. I jak tak dalej pójdzie to ją skończę. Pierwszą od lat :D

                                                                                                            A. 

3 komentarze: