Która dla 90% ludzkości i tak pracą nie jest. Każde kolejne pytanie "A to nie wracasz do pracy" albo "Czyli nie pracujesz?" doprowadza mnie do rozpaczy... Bo fakt jest taki, że to co robię codziennie jest nie do końca tym o czym zawsze marzyłam. Dlaczego? Dlatego.Opieka nad dzieckiem npspr to nie praca.
Mało kto w to wierzy ale powiedzmy sobie raz na zawsze - TO JEST PRACA. Niedowiarki powiedzą, że każdy kto ma dziecko to się przy nim natyra. Tak, ale zdrowe dziecko w odpowiednich etapach swojego życia zaczyna: jeść samo, ubierać się samo, mówić, uciekać z domu itd. A Ty, Rodzicu, chciał/nie chciał musisz wypuścić je w końcu z gniazda.
Dziecko npspr daleko Ci nie odleci. Musisz, oprócz ubierania, karmienia, pojenia (do końca a nie przez pierwsze 2, 3 lata) robić za nie wszystko, włącznie z hardcorową opieką pięlęgniarsko-lekarską lub nawet paliatywną. Od rana, do wieczora, włącznie z sobotami, bez dni wolnych, bez niedziel i świąt. Jak Cię boli głowa, gdy masz okres albo chcesz zabić cały świat. Nie ma L4. N.I.G.D.Y. Najbardziej boli mnie to, że w świadomości większości ludzi to nie jest praca tylko na przykład miłość do dziecka, która w magiczny sposób załatwia całą resztę. Owszem, motorem jest miłość (bo bez niej mało kto by się w ogóle podjął) ale reszta to gruba tyra.
Bo miejsce pracy.
Pamiętam z mojego poprzedniego życia to uczucie, kiedy otwierałam po powrocie z pracy drzwi i jedyne co słyszałam to radość mojego psa a potem błogą ciszę i burczenie lodówki. Zrzucałam z siebie ciuchy i czułam jak ogarnia mnie błogostan pt. "dom"... Uwielbiałam to uczucie. Po 6-8 godzinach bycia wśród 30 rozdartych paszcz moje m wydawało się być rajem. A teraz? Moje miejsce pracy to dom. Który już nie jest tym za czym się w ciągu dnia tak tęskni... Którego czasami nienawidzę... Bo czuję się jakbym była 24/7 w robocie. Kiedy tylko zjawia się ktoś, kto może zająć się dziećmi (czyt. A. lub moja Mama, więcej ochotników raczej nie ma) to ubieram buty i idę. Jak najdalej stąd. Żeby choć na chwilę wyjść z roboty.
Niezgodność zatrudnienia z wykształceniem.
Nigdy nie miałam w sobie jakiś nieskończonych pokładów opiekuńczości ani cierpliwości. Zawsze byłam niespokojnym duchem, mimo pozorów kujona. Robiłam na 200% to co kochałam a resztę byleby odbębnić. Studia wybrałam zgodnie z wielką pasją, zawód - też. I co? Jajko. Teraz dokształcam się w zupełnie innej branży. Kurs pielęgniarstwa, medycyna w praktyce, logistyka, psychologia i inne. Tak to wygląda i nie ma wyboru. Pracuję nad sobą dzień w dzień i studiuję moją B. bez ustanku.
Brak możliwości zdystansowania się.
Każden psychol albo kołcz Ci to powie - nie zabieraj pracy do domu. Bo Tobie i rodzinie to zaszkodzi. I tak naprawdę, większości z nas, z biegiem lat pracy lepiej lub gorzej to się udaje - by rozgraniczyć pracę (sferę zawodową) i dom (sferę prywatną). A co wtedy jak jedno z drugim się zazębia tak, że doznajesz regularnie psychodeli? Pożresz się z pracodawcą i nie trzepniesz drzwiami zostawiając na biurku wypowiedzenie. Tzn. możesz, ale dalej niż za próg nie poleziesz. Nie zdystansujesz się, bo Ją kochasz nad życie. Możesz mieć fatalny dzień, Ona może na sam Twój widok czuć mdłości. I co? Nic. Nie ma ucieczki. Nie zwolnisz się przecież z bycia Jej matką... Nikt Cię w tym nie zastąpi. Najgorsze, że najczęściej, w momentach ekstremalnych nawet nie ma nikogo, żeby z Nią został a Ty byś mogła wyjść na podwórko kopnąć w śmietnik albo walnąć głową w mur.
Na koniec pozytyw. Szefowa jest tego warta. Widzę jak walczy i ile z siebie daje. To Ona uczy mnie pokory i akceptacji tego, że nie zawsze ma się to czego się oczekiwało. Mimo, że co drugi dzień mam ochotę płakać nad naszym losem to wiem, że robimy razem coś wielkiego. Ona i ja. I to nas łączy jeszcze bardziej.
A.
Kochana... jeśli tylko będziesz mieć siłę i możliwość by w sobotę na chwilę wejść do nas... to się nie zastanawiaj. Może na chwilę wyrwiesz się z pracy ;) Całuski!!!
OdpowiedzUsuńI ten moment kiedy Rodzic odważy się nazwać pracę poświęceniem (którym jest) a cały świat odsądza go od czci i wiary - no bo przecież miłość
OdpowiedzUsuńA płaca jaka wysoka - hohoho - a emerytura jaka godna ;)))
OdpowiedzUsuń