poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Kocham i rozumiem.

Wolność. Dopiero gdy ograniczona zaczyna nabierać prawdziwego znaczenia. Ostatnio nie da się nie poczuć, że każdemu z nas coś zabrano, zakazano i ograniczono. I my - kompletnie do tego nie jesteśmy nawyknięci, żeby ktokolwiek, i to jeszcze powołując się na nasze dobro, ograniczał nam coś tak nienaruszalnego i fundamentalnego jak wolność osobista. 
Choroba dziecka niesie ze sobą wiele różnych "cudowności", jednak jeżeli jest jednostką ograniczającą samodzielność dziecka przynosi prędzej czy później niewolę. Ograniczeniami i barierami potrafi spowodować, że zamknięci we własnych domach opiekunowie i dzieci czują się jak na regularnej odsiadce. I to jest nieuniknione. Zgadzasz się dla swojej miłości na wszystko a jedną z pierwszych rzeczy, którą musisz położyć na ołtarzu jest wolność. I to boli. 
Pamiętam którąś z naszych pierwszych rozmów o wyprowadzce na wieś. Argumentów za była cała masa, przeciw też kilka jednak jeden i najbardziej bezwzględny był taki - musimy mieć parter. Pamiętam jak A. mówił "poczujesz wolność, zobaczysz" co wtedy kompletnie nie było dla mnie zrozumiałe choć podskórnie czułam, że poziom 0 to jest to czego moje plecy, ręce i głowa pragną bardziej niż czegokolwiek innego na świecie. 

Tak się stało, z małego, ale jednak, miasta trafiliśmy w sam środek pola. Nie będę koloryzować, że od początku było różowo, bo nie było. Ale z każdym miesiącem, z każdym mysim trupem przyjętym od kota na wycieraczce i kolejnymi wyzwaniami zaczynałam czuć czym jest ten pomału odzyskiwany zapach wolności. I tu nawet nie chodzi tylko o to, że mam niżej i łatwiej mi zaciągnąć B. do auta i z powrotem. Tu chodzi o takie wewnętrzne poczucie, że kraty się otwarły, dziennikarz z tvn-u przyjechał i powiedział "to była pomyłka, jest pani wolna", możecie już to czy tamto. 
Ma to wszystko wymiar bardzo praktyczny. Jak B. śpi ja mogę wyrywać koło okna chwasty. Jak jedna chce wyjść to może bez szkody dla tej drugiej. A ja w tym samym czasie mogę mieć je na oku i z ekstazą wdychać zapach świeżo rozgrzebanej ziemi. To jest szczęście. To jest wolność. Odzyskana więc tym bardziej doceniona.
Teraz, przy tym co się dzieje na świecie, tym bardziej doceniam to, że nie ma nas już w mieście, zamkniętych w kamienicy i murach czterech ścian. Że pośród morza rzepaku, mimo, że kręci w nosie, możemy odetchnąć. Bo wolności tak naprawdę oddać nie umiem.


                                                                                            A. 

2 komentarze:

  1. Wolność. Od wnoszenia po schodach, od ciekawskich spojrzeń, od idiotycznych uwag... ale czy to już nie samotność???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie troche tak... ale w kazdej chorobie jest sie samotnym a po drugie to wole to niz ten wzrok na sobie

      Usuń