piątek, 26 listopada 2021

Fo pa

Żeby uniknąć posądzeń, że jadę po bliźnich a sama jestem taka poprawna politycznie to zacznę od siebie. 

Czas - jakoś początek jesieni tego roku. Robię w biedrze zakupy i zauważam  kolesia (znam go z widzenia, bo mieszkał niedaleko moich dziadków), który walczy, żeby wziąć z półki w lodówce małe pudełko sałatki jarzynowej i wrzucić je do koszyka. Warto dodać, że człowiek urodził się bez niczego poniżej (czy powyżej) łokcia. Przysięgam, że nie wiem jak on to robi ale jest mega samodzielny, jeździ autem, robi zakupy i żyje jak wszyscy. Tylko ta cholerna sałatka schowana wysoko za kilkoma innymi artykułami nastręczyła mu wtedy trudności. Podchodzę i mówię, że pomogę a on, że chętnie skorzysta, bo mu się takie małe pudełka wyślizgują z rąk (nie mając dłoni ani palców to jest sam w sobie wyczyn).

Wyciągam tą sałatkę, wrzucam mu do koszyka i bezmyślnie zaczynam pleść, że mam tak samo, wolę kupić małe opakowanie i od razu zjeść a nie bawić się z tym obieraniem, krojeniem w kosteczkę i produkowaniem ilości jak dla pułku. Gościu po chwili zaczyna się śmiać a moje synapsy zaskakują i zaczynam rozumieć co powiedziałam. On w końcu rozbawiony mówi - racja, ja też się nie bawię z robieniem samemu gara sałatki, krojeniem w te małe kosteczki i patrzy na te swoje dwa kikuty. Yyyy... Szach mat. Zaczynam przepraszać, bo mi naprawdę głupio ale też się uśmiecham, bo on bez rąk i ja z rękami odkryliśmy porozumienie na tle domowych kulinariów. Dostaję na szczęście szybkie rozgrzeszenie i słyszę - dziewczyno, za takie coś bym się gniewał, jesteś urocza. Przyznałam się, że mam w domu córę z dużą niepełnosprawnością i też wiele nietaktów od ludzi słyszałam. No taki los, nie zawsze się wyprzedzi myśleniem język, który chlapnie coś totalnie od czapy. Mam kilka ulubionych i powtarzających się gaf, tydzień bez którejś z nich to nie tydzień. 

1. Pyta mnie ostatnio nowa znajoma zaczynając od podchodów czy "te dzieci długo żyją?". To już klasyk; odpowiadałam miliony razy, że nie wiem zupełnie, jedne długo inne krótko a jeszcze inne średnio, w sumie generalnie tak jak wszystkie człowieki świata. A moja rozmówczyni kontynuuje tak: "Bo moja znajoma z takim podobnym synem zawsze martwiła się co z nim będzie jak ona umrze. Czy jakiś przytułek, czy co, no co się z tym dzieciakiem stanie?! Tak mi się żaliła tyle razy. I wiesz co? Miał 40 lat i umarł przed nią. I nie było się czym martwić." 

No. Samo się rozwiązało :D Co za ulga prawda? Pogratulować obu, znajomej i synowi, rozegrali to jak trzeba.

2. Często ludzie w rozmowie mówią porównawczo "bo u normalnych dzieci", "a normalne dzieci" itp. Tu tony uśmiechu niewiele zrobią, bo to jest naprawdę językowa (i co gorsza - myślowa) wtopa. Już mi się nie chce tłumaczyć, że zdrowe dzieci są równie normalne co niezdrowe, czasem nienormalni są ich rodzice ale to już inna bajka. 

3. "Nie pracujesz, nie?". Nie. Cały dzień od 13 lat pokazuję palcem co B. ma robić a mops mi za to daje kieszonkowe. Albo nie, rozdzielam obowiązki między służących a sponsor daje mi kasę na drogie ciuchy.

4. "Ale ona ma cyce". "Co za cycki!". "Taka cycata?!" "Pacz, niepełnosprawna a cycuchy takie jak zdrowe!" Przyznać muszę, że tego typu uwagi doprowadzają mnie do białej gorączki, naprawdę. Bo to już nie kategoria nietaktu, tylko chamstwa i bezmózgowia. Choć wiele dorastających dziewczyn słyszy seksistowskie uwagi ("chodź do wujcia na kolana, zobaczymy co tam się zaokrągliło od wakacji", "o jak cycuszki urosły" itd) to jednak one, mając odpowiednie przeszkolenie od matek i ojców, mogą (i powinny!!!) się bronić. Niepełnosprawne dziewczynki są totalnie bezbronne... A czują się tak samo zażenowane.  

Za uwagę o piersiach córek lub moich własnych walę od razu z półobrotu, nie ma przebacz. 

5. Pytanie znów z tych kobiecych - "A to pod pieluchę dajesz podpaskę? Czy na? Czy w ogóle nie dajesz?". Yyy... Pomidor. 

6. "A to ona tak naprawdę nic??" Tu zawsze jestem w kropce, żadnej gotowej ciętej riposty nie mam. Czasem mówię, że nic a nic, ni w ząb. A czasem, że wszystko, wsio, full zestaw. A jeszcze kiedy indziej, że poproszę o telefon do przyjaciela albo pomoc publiczności.

7. "Takie nieszczęście...", "Co za krzyż, Matko Boska, tak Wam współczuję!", "Co to za życie?!" To drażni, przyznam szczerze. Bo, pardon, ale mówisz o moim dziecku i moim życiu. To czy ja je postrzegam jako jedno wielkie bagno i wgniatający w nie krzyż na plecach zależy tylko ode mnie. 

8. "Nie baliście się, że drugie też TAKIE będzie??". W sumie jest trochę takie samo. Ma takie same blond włoski, niebieskie oczy, siłę taty i urok mamy. Więc nie, nie baliśmy się. 

Można by wymieniać dalej ale po co. Myślę sobie, że jak się nie ma złych intencji to wszystko można obrócić na pozytyw. Moja akcja z sałatką otwarła mi drzwi do fajnej rozmowy z walecznym panem bez rąk i teraz jak się mijamy na zakupach to zawsze się do siebie uśmiechamy. Ja też mam ogrom dystansu do siebie i retta wiec od lat odpowiadam. Zależy - jak nie mam pmsa to tłumaczę, że każdy żyje ile ma żyć, że retta się boję jak niczego na świecie, że moje życie wcale nie jest krzyżem naznaczonym bólem i zgrzytaniem zębów. A jak mam pmsa to odpowiadam - pomidor albo dupa, no zależy. Zawsze się sprawdza :) I pamiętajcie - uśmiech otwiera drzwi, serca i umysły. Nie znam człowieka, który na uśmiech odpowiedziałby złością. No chyba, że ma pmsa. 

                                                                                      A. 

Grafika: https://www.skalnik.pl/blog


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz