czwartek, 4 listopada 2021

Nie wiesz o co chodzi?

 Ania jest moją dalszą znajomą, w sumie znajomą znajomej. Ma 14-letniego syna z odjechanym autyzmem a jej były-już-mąż wybrał życiową opcję light i zniknął gdy młody, zamiast uczyć się literek, zaczął walić głową w ścianę na dźwięk odkurzacza. Ania ma też rodziców po 70-tce i cały swój czas rozdaje jak karty między dom, syna i rodziców. Żyją z zasiłku, bo mąż z przeszłości nigdy nie wiedział co to alimenty więc wyciąga na nich dwóch ledwo najniższą krajową. Młody jest jeszcze za mały, żeby wysłać go w świat ale też dużo za duży i i za silny, żeby jej czasem nie przywalić. Bywa, że zamiast chleba z nutellą i paznokci z hybrydą, jest buła z pasztetową i paznokcie obgryzane ze zmęczenia. Ania tego lata dostała od pobliskiego rolnika propozycję nie do odrzucenia - "Hej, mała, pozbieraj przez kilka dni z nami truskawki". 

Wydawało się, że ma to same plusy - rolnik może szuka żony, przez cały tydzień solarium ergoline gratis, kilka złotych wpadnie do tych wypasionych dwóch tysięcy na miesiąc, za które żyją i jeszcze po 5-6 godzin dziennie nie będzie musiała słuchać zawodzenia Młodego. Propozycję z naiwną radością więc przyjęła, a jedynaka powierzyła na te kilka godzin dziennie przez tydzień dziadkom (też pewnie oberwali po parę razy bo Młody dojrzewa i ma prawo się wkurwić) a sama truchcikiem ruszyła z kobiałką między truskawkowe grządki. Radość nie trwała długo, bo Ktoś zadzwonił do mopsu i przepełniony troską wyznał, że z Anny dupa a nie matka, bo zamiast zajmować się synem - chodzi zbierać truskawki, na których dorabia się pewnie niemałej kasy. A pobiera przecież na dzieciaka zasiłek i dorabiać nie może! Ktoś oczywiście nie wspomniał o swoim imieniu i nazwisku a Ani za karę, że próbowała siebie i syna ratować zabrali na jakiś czas część kasy. Najniższą krajową mogli już tylko wspominać w snach.

Aneta i Piotrek mieszkają w niewielkim mieście pod Warszawą, mają trójkę dzieci, w tym pierworodną leżącą - porażenie dziecięce, level hard. Oboje pracują, dwoją się, troją i czworzą, żeby żadnemu z dzieciąt niczego nie zabrakło. On w wolnym czasie (czyli jak wszyscy śpią po 22.00) robi zakupy dla rodziny w biedronce a ona pamięta, żeby umalować raz na jakiś czas dla męża usta. Kochają się choć mają czasem ochotę się pozabijać, a że oboje zbliżają się do 40-tki to postanowili zaszaleć. Szczęśliwie mają na własność wyremontowane mieszkanie po babci więc uznali, że kupią (pół na pół z bankiem) auto z prawdziwego zdarzenia do przewozu całej bandy plus pies. Samochód musiał być z bajerami, bo najstarsza córa jeździ w wózku. Zbierali, odkładali, myśleli aż w końcu kupili - nowe, piękne srebrne 4 kółka, którego drugie pół będą spłacać jeszcze kupę lat. To przelało czarę goryczy. Ktoś, uśmiechając się czule, powiedział na imprezie u wspólnych znajomych, że tacy to "nie muszą całe życie zapierdalać, bo się dorobili na chorej córce". A pewnie, że nie muszą; najpierw ogarnęli sprytnego biznesplana, potem zorganizowali tą leżącą pannicę i teraz siedzą wieczorami i odcinają kupony. Z ratami kredytu.

Agnieszka ma dwójkę dzieci, w tym jedno z zespołem rzadszym niż pięciolistne koniczyny, to drugie jeszcze małe a do tego całkiem spoko męża. Całe życie robi więcej niż niejedna kobieta mogłaby zrobić tylko w marzeniach, jednak znów na loterii padło na nią i otrzymała od losu voucher na nowotwór. Strasznie to czasochłonne zajęcie; całe to leczenie, chemie, zastrzyki, biopsje, operacje. Wszystko robi zatem w swoim wolnym czasie, którego, wedle mojej wiedzy, jakoś nie ma wcale. Musiała niedawno poddać się zabiegowi na macicy co wiązało się czerwoną rzeką przez okrągły tydzień, więc słabo było z dźwiganiem, ganianiem za tą mniejszą i oporządzaniem tej niepełnosprawnej. Gdy wróciła ze szpitala poprosiła mamę, żeby wzięła jej jedno dziecko na noc, a babcia wybrała jak na złość tą niepełnosprawną. Miała ku temu powód, bo ta mniejsza jest jeszcze maluchem i szuka w nocy maminej pachy żeby się w nią wtulić. Starsza zatem dostała nockę u babci, kiedy można nie myć zębów, a Agnieszka z mniejszą przyklejoną do obolałego ciała dochodziła do siebie po kolejnym zabiegu. Musiała się naprawdę streszczać, bo JEDNA noc z tylko JEDNYM dzieckiem to wcale nie tak dużo na dojście do pełni sił. Ktoś jednak tej nocy nie spał tylko pisał i z samego rana, w biurze podawczym mopsu zostawił kartkę A4 opisującą fakt, że "matka X pobiera zasiłek na dziecko Y a tymże dzieckiem zajmuje się ciągle i tylko babcia". Wychodzi, że naciągnęła tym samym państwo, na... niech policzę - jakieś pięćdziesiąt złotych. Choć chyba dla Ktosia jeszcze bardziej ciężkostrawne (prawie jak golonka zagryziona bigosem) było to, że dziecko było pozostawione bez opieki... Aga spała sobie wtedy w najlepsze a powinna była walić głową w ścianę obok wrzeszczącej 3/4 nocy córki, czyli tak jak robi od prawie 12 lat gdy tylko zachodzi słońce. Chociaż nie, to z kolei mogło okazać się za głośne i Ktoś zamiast siedzieć w Wordzie przez pół nocy musiałby iść na miasto, poszukać posterunku policji i zgłosić, że to dziecko drze się jakby je obdzierali ze skóry. Bo pewnie to robią, a jak nie to chociaż przypalają papierosami. Nieważne, że nie palą, papierosy można kupić w każdej Żabce.

Monia jest równą babką, z mężem rozwiodła się 3 lata temu i lekka jak piórko wychowuje dwóch synów, jeden ma Aspergera a drugi autyzm. Ten pierwszy ma w głowie całą Wikipedię a drugi, młodszy, chodzi do przedszkola specjalnego i uczy się żyć w stadzie. Monia oprócz chłopaków ma też trzecie ukochane dziecko - salon stylizacji paznokcia i sama, jako najlepsza wizytówka, nosi pazurki zawsze odpicowane na błysk. Na święta ma na nich namalowane brokatowe choineczki, czasem zygzaki, jeszcze kiedy indziej - poprzyklejane na różowym tle błyszczące diamenciki. Tak ma, tak lubi, co jej zrobisz. Zdarza się też, że chodzi do koleżanki fryzjerki pofarbować i podciąć sobie włosy. Ktoś mijając ją kilka dni temu na klatce schodowej zauważył, że no jak to tak... To w ogóle wypada?! Żeby matka dziecka niepełnosprawnego, ba! dwóch! tak się pindrzyła, tak o siebie dbała, tak obnosiła z Bóg wie czym, dlaczego i jeszcze dla kogo. A to przecież KOSZTUJE. Pewnie z fundacji kasę ciągnie na te brylanty na dłoniach! Ktoś jest  naprawdę oburzona, bo żeby choinki na pazurach malować i końcówki włosów mieć na różowo?! Są granice, naprawdę. 

Andrzej ma syna z Downem. Chłop jak dąb, 35 lat, a od 33 - bawi się grzechotką. Mogło być lepiej i Down the Road ale młody zaliczył akurat taką odmianę zespołu, że na tej grzechotce się zatrzymał i tak w niej trwa i trwa. W zeszłym roku Andrzejowi zmarła żona, z którą wespół zespół przez ponad 30 lat wymieniali synowi grzechotki w coraz większej dłoni. A i jeszcze parę rzeczy robili za niego i przy nim ale to takie tam duperele. Andrzejowi w żałobie zaczęło siadać zdrowie, głównie głowa, bo plecy i ręce miał całkiem wyćwiczone. Szukał, szukał aż znalazł dla syna warsztaty terapii zajęciowej, podczas których młody przez 4 godziny dziennie oblepia kolorowymi karteczkami swoje grzechotki i wraca szczęśliwy jakby strzelił Anglikom gola na Wembley. Ktoś złapał wczoraj za telefon, a że jest blisko spokrewniony z ś.p. żoną Andrzeja to tak mu rzecze - "Co? Ledwo Twoja X ostygła a Ty już dzieciaka wykopałeś z domu i trwonisz jego rentę na Bóg wie co?". Trwoni Andrzej, trwoni od 3 miesięcy na wizyty u psychiatry i antydepresanty, o których jego syn nie musi mieć pojęcia. 

Ktosiu, posłuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzać. Wszystkie te pieniądze - te, których Ty masz za mało, za dużo, albo nawet w sam raz i te, których inni mają tyle, że nimi srają albo mają je tylko w twojej wyobraźni albo może nawet mają je naprawdę, te złote, euro, dukaty i dolary, są funta kłaków warte jak się żyje wśród szuj a nie ludzi. 


                                                                                                    A.

P.S. Imiona zostały zmienione, żeby chronić bohaterów wydarzeń, i nie kusić dodatkowo Ktosi a każda historia jest absolutnie i absurdalnie historią prawdziwą. I to jest po prostu okropne. 

2 komentarze:

  1. Nie mogę czytać takich tekstów- strasznie podnoszą ciśnienie!! Co możemy zrobić? Chodzić w podartych szmatach i kompletnie nie dbać o siebie, w końcu jesteśmy męczennicami. Jak długo można w ten sposób??

    OdpowiedzUsuń