wtorek, 31 marca 2026

Długość dźwięku milczenia

    Nie było wielu pytań, może ze trzy z czego jedno zasadnicze. "Czy dziewczynka mówi?" zapytała pani protokolantka a po moim "nie" nastąpiło trwające nieskończoną liczbę godzin i lat milczenie. Cisza, której sama B. nie przerwała ani jednym dźwiękiem, mruknięciem, mlaśnięciem, zgrzytnięciem  (a ma tego cały repertuar). Cisza, w której usłyszałam wszystko, czego nigdy nie mogła mi powiedzieć. Cisza, która jest z nami od prawie zawsze i którą tak bardzo znormalizowaliśmy, że stała się jednym wielkim gadaniem. W mojej głowie toczy się chyba wieczny dialog między mną a B. Między B. a światem. Między ludźmi a nami. A tak na zewenątrz to jest jedna, kompletnie bezwyrazowa cisza... Brak mowy czynnej, jak to się mówi. 

   Sidziała dziś B. w swoim wózku za tym balkonem dla zeznających przed Wysokim Sądem a ja obok i jedyne co przez tą ciszę mi się tłukło po głowie to "przez tą cholerną chorobę nawet nie możesz powiedzieć jak masz na imię". Nie powiesz im nic. Ani "mam na imię Blanka" ani "tak, nie podejmuję samodzielnych decyzji i nie mogę zrobić nic sama". Nie powiesz więc niech się domyślą, powołają biegłych, wysłuchają rodziców, wybiorą kuratora. W sumie z tym można sobie poradzić, ale z tym, że nigdy przenigdy nie usłyszałam "mamo" już nie... Choć to bezsłowne "mamo" jest między nami od lat, jest między nami tyle mówienia. W kompletnej ciszy, którą przestałam już zauważać.
 
   Lubię jeździć z moimi dziećmi samochodem, to taka nasza strefa komfortu. Mniejsza od zawsze najbardziej skłonna była do zwierzeń  właśnie w samochodzie, jak ją coś gryzło to odpalałam silnik i mówiłam, że gdzieś tam musimy jechać i nastawiałam uszu. Ona siadała z tyłu, machała nogami w rytm mruczenia silnika i zaczynała opowiadać; o tym jak tęskni za swoim kotkiem, kto jej zrobił przykrość po lekcjach i jak trudna była kartkówka z matmy. Teraz, gdy odbieram ją ze szkoły wiem, że te kilka minut jest kluczowe, ta cisza-niecisza auta zmusi ją do mówienia. Z B. jest tak samo, tylko cicho. Mąż całkiem niedawno zwrócił uwagę na moje "Tak jak mówisz, Blanka", bo ja to chyba wypowiadam już bezwiednie. "Dokładnie Lala, nie inaczej" idzie w eter kilka razy dziennie a wszyscy, którzy są obok kombinują o co chodzi. Bo w mojej głowie często toczy się rozmowa, moje myśli lecą wolno i kierują się od razu do Niej. A Ona tam jest, dużo bardziej niż wszyscy inni. Jest obecna tak na pełne 100% w naszej strefie ciszy. Mówię jej, co mnie zachwyciło, co zabolało, co wymyśliłam, a Ona w tym naszym głowowym połączeniu mi odpowiada. Słowami albo nie, dużo albo mało, ale mamy pełne porozumienie. Jak to się mówi - kanał komunikacyjny otwarty. Więc nic dziwnego, że skoro nam się tak dobrze razem myśli, to się czasem na głos wymsknie "totalnie masz rację, Maleńka". 

   W sądzie usłyszeli tylko ciszę. Nie mieli czasu popatrzeć w jej mówiące oczy. A ona, dziś jak zaklęta przez cały ten czas nie mruknęła ani jednego blankowego "wyrazu". Ani sylaby. Ani dźwięku. Może dlatego moja głowa i serce przyzwyczajone do wiecznego jej nawijania tak mocno to odczuło. "Milczący anioł", he? We własnej osobie. Przed obliczem wymiaru sprawiedliwości. 

   Wracałyśmy dziś ze szkoły, jeszcze bez Mniejszej i mówię do B. "fajno w tym sądzie nie? Tak nie za długo, niezbyt ze słowami" a ona mi na to takie długie "mhmmmm...".  Nic bardziej nie boli w recie jak amputacja słów, klepiące ręce, niechodzące nogi to pikuś, dziś doszłam do takiego właśnie wniosku. Ale doszłam też do drugiego - przechytrzyłyśmy retta, z nikim nie milczy mi się tak dobrze, jak z Tobą, Mała. Wobec tego co mamy niektóre słowa świata są jak puste i bezsensowne zbitki liter. 

                                                                                              A.  

1 komentarz:

  1. To smutne. Szkoda,że dziewczyna nie dała nawet znaku,że rozumie co się do niej mówi. Może jakiś rejestrator ruchów gałek ocznych może pokazać czy Blanka rozumie co się do niej mówi?

    OdpowiedzUsuń