wtorek, 5 maja 2015

Nie jest łatwo być matką dwójki dzieci (i retta)

Obiecałam sobie nie napisać nigdy żadnego tekstu, z którego mogłoby wynikać, że żałuję posiadania dziecka nr 2, bo jest wręcz odwrotnie. Mniejsza ratuje od zwariowania i jest nadzieją na balet dla 3-latków ;) Ale fakt jest faktem, że w pewnych kwestiach manie (bycie właścicielem, posiadanie, czy jak tam) rettki plus drugiego dziecia to macierzyńskie sepuku. 
Jak wiadomo, Blanka zdecydowanie zawyża przedszkolną średnią gilowo-epidemiologiczną w związku z czym do poprawczaka wpada czasem jako gość. Niestety nie mamy domu bez schodów tylko wysokie pierwsze piętro w kamienicy a mi do Pana Burneiki też dosyć daleko, Mniejsza jest jeszcze mała, Większa jest już duża. I to wszystko razem do kupy rodzi szereg komplikacji. Bo w ciągu dnia Tato jest poza domem ok. 10 godzin, a Babcia z reguły pomaga przez 3-4. Zostaje nam 6 kiedy jesteśmy tylko my trzy.

poniedziałek, 4 maja 2015

Jak tu wydrzeć coś dla siebie, czyli matka uczy się egoizmu.

Jestem zmęczona, cholernie zmęczona. B. po bagatela trzech dniach w poprawczaku wróciła do stanu wyjściowego czyli gili i grzeje dupsko w domu. Infekcja, wiadomo - zjazd padaczkowy i więzienie. Więzienie, wiadomo - matka ma doła. Matka ma doła, wiadomo - dzieci mają wqrwa. Życie...
Coraz częściej słyszę "Dbaj o siebie", "Myśl o sobie", "Dla dzieci". Przecież dbam o siebie; śpię (dzięki ci, cudotwórczy nitrazepamie), jem (odkułam się ze 2 kg, bo Mniejsza wyżera mnie do szpiku kości), z dziewczynami stabilnie (na razie bez dramatu) i co? Dziś na przykład czuję się jakbym walnęła sobie maraton z Blanką na plecach... 

piątek, 1 maja 2015

Moja Mama

My, Koszalin 86'
Gdzieś między wierszami, między śniadaniem a obiadem i mną a moimi dziećmi zawsze jest Ona. Nigdy nie poświęciłam Jej całego wpisu, a zrobiłam to całkiem celowo -  każdy kawałek mojego pisania przeżywa tak bardzo jak wszystko co się dzieje w moim życiu. Ale nadszedł czas, bierzemy walidol i walimy - Mamo, kocham Cię najbardziej we wszechświecie.
W tym roku, na swoją trzydziestkę (bu bu buuu) dostałam od Ciebie kartkę z życzeniami "Kocham Cię od 30 lat i 9 miesięcy i na zawsze".  Mogę powiedzieć to samo. Wiem, że nie jest łatwo z takim miksem osobowościowym jak my dwie i z rettem w tle ale ciągle pokazujesz mi co to znaczy kochać bezgranicznie i bezwarunkowo. Pomimo moich różnych dni, pyszczenia, tego jaka dla Ciebie bywam okropna.

środa, 29 kwietnia 2015

Mój Motyl i Jej skafander

Czasem myślę co Ona może czuć... Rzeczywistość niemożliwa do zniesienia. Nie jest przecież ciepłą kluchą, bo po takich rodzicach być nią po prostu nie może. Ja jestem perpetum mobile, które w nieustający ruch i (mniej lub bardziej) twórczy niepokój wprawiła 30 lat temu moja matka. A. ma podobnie, nie może nie robić nic, na działce jak odpoczywa to kopie, jak leży to tupie nóżką, człowiek-mrówka. Obu nas nosi, nic nas bezpośrednio nie tłamsi, nie ogranicza. Ona, tam w środku, nie może być inna... Ale dusi Ją skafander.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Wielki wóz, cud i miód

W całej okazałości
Wszystko było - szalone zwroty akcji, krew, pot i łzy, rozpacz, zniechęcenie i w końcu szał zwycięstwa. Udało się, po 7 (tak, tak, nie chce być inaczej) miesiącach batalii mamy go - nowa fura Blanki jest z nami! O tym jakiej ilości owłosienia mnie te procedury kosztowały, ile %@!&* poleciało itp nie chce mi się już pisać, puszczam w zapomnienie, ważne, że jest. Cudowne uczucie.
O kwestiach technicznych trudno jeszcze dużo powiedzieć, wóz ma ewidentne plusy, minusy także, w końcu nobody's perfect. Najważniejsze jednak jest to, że Lady zadowolona :) Nie widać co prawda tego na zdjęciach, bo modelki są chimeryczne, a tak naprawdę Blanutka ma za sobą 3-dniowy zjazd padaczkowy...

piątek, 24 kwietnia 2015

Strzykawki czas

Wszystko ma swój czas. Jest czas siania i czas zbierania, czas nocnika i czas strzykawki. Wiele już razy myślałam, że coś ma właśnie swój czas a Blanka na to "Niemożliwe". Zawsze Ona decyduje kiedy. Coś miesiącami nie przechodzi, nie ma najmniejszego sensu aż tu nagle pstryk! i sytuacja zmienia się o 180 stopni. Tak było i tym razem. Zaczęłyśmy pić ze strzykawki.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Wieczory i poranki

Sprawiłam sobie jakiś czas temu książkę Pani Ewy Błaszczyk "Lubię żyć"... Ogrom mądrych przemyśleń, tak trafnie ubrane w słowa to, co my matki chorych dzieci możemy czuć. I jedno pytanie dziennikarki do autorki, coś w stylu "To wieczory są najgorsze? Kiedy wszystko boli, człowiek umęczony itd". Nie, najgorsze są poranki, według autorki książki i według mnie, rett-matki. Dlaczego?
Typy zadaniowe, takie jak ja, często widzą budzący się nowy dzień jako listę rzeczy do zrobienia. Się wstanie, się zrobi, z motywacją nigdy nie miałam problemów, z samodyscypliną też nie. Gorzej, że żeby przeżyć dzień zgodnie z zasadą "Lubię żyć" a nie tylko "Byleby przetrwać do wieczora" trzeba dać sobie solidnego kopa w dupę. W dupę i w duszę chyba też.