Kościółek, koszyczki, wszechobecna kiełbasiana woń - czas święcić jajka! Czego się w sumie dla dziecka i podtrzymania tradycji nie zrobi. Na dworze prószy radośnie śnieżek a my, mimo wiosennych smarków, idziemy podelektować się atmosferą. Wszystko pięknie…I nagle to, co zwykle wisiało mi i powiewało. Gały. Przelatują raz po raz po Blance, czyli norma. Jedna natomiast para skacowanych oczu świdruje ją wzdłuż i wszerz. W sumie - ją i mojego retta. “Poświęćmy pokarmy, które przynieśliście tu do domu bożego”, a więc świecimy. Patrzały ciągle wlepione w nas jak na superglue.
Gapią, taksują, prześwietlają. Wiem, czasem jak coś “jest na rzeczy”, może się tylko wydawać, że jesteśmy obserwowani. Ale nie w tym przypadku. Nie sposób się nawet skupić na tym po co się do bożej bazy przyszło. Myślę, trzeba działać i chlast! Blankę wózkiem za drzwi. Niestety, oczy lezą za nami i gapią przez szybę. Wyzywam zatem właściciela owego nieugiętego wzroku na wojnę nerwów, gapię się mu prosto w twarz i czekam kto wytrzyma dłużej. Totalna porażka, bo pan tak zajęty obserwacją, że nawet nie zauważa, iż sam jest obserwowany. Blanka ma na wózku serduszko ze swoim imieniem, ale chyba w tej sytuacji wartało by rozważyć plakietkę z czymś zdecydowanie bardziej pożądanym, np. “Zespół Retta” albo “To Rett”…
Przepite oczyska odlepiają się od nas w momencie wyjścia z kościoła, ale w zamian pojawia się zestaw paru innych zainteresowanych… Cóż, wesołych świąt moi mili! :) A co do pana obserwatora, mam nadzieję, że mimo tego, jak bardzo był zajęty podczas całego rytuału, jajka udało mu się skutecznie poświęcić :p
Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.memercrunch.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz