środa, 13 marca 2013

"Nietykalni"

     Film obejrzałam za namową mamy, chociaż łatwo nie było. Znów niepełnosprawność, ta sama tematyka, czasem chciałoby się trochę od tego uciec… Ale obejrzałam i powaliło… Na kolana. Historia oparta na faktach, dotyczy miliardera, który po wypadku traci władzę od szyi w dół i przyjmuje na opiekuna młodego chłopaka o, delikatnie mówiąc, skomplikowanej przeszłości i z tzw. nizin społecznych. Oboje, pomimo gigantycznych różnic w każdej chyba materii, dają sobie to, co zmienia całkowicie ich życie i podejście do świata.
Patrząc na plakat filmu i to w jaki sposób się go reklamuje, można odnieść całkiem mylne wrażenie czego dotyczy. A może ja go po prostu odebrałam go inaczej. To nie jest landrynkowa historyjka (chociaż z happy endem) z cyklu “razem możemy wszystko”. To chyba też nie jest film o niepełnosprawności, mimo, że z niepełnosprawnością w tle (albo na pierwszym planie, tyle, że jako “kreacja” potrzebna do ukazania jakiejś ogólnej prawdy o ludzkiej naturze). Moim skromnym zdaniem, to jest film o szeroko pojętej normalności, o tym, że każdy człowiek potrzebuje tak naprawdę tego samego do szczęścia.
Po drugie, bardzo ważne, pokazuje jak przyjmować pomoc, będąc całkowicie zależnym od innych. Jak nie stawiać się na pozycji ofiary i ciężaru (bo to poczucie kształtuje psychika chorego i opiekuna), jak z godnością i pokorą znosić ograniczenia i czerpać siłę od innych.
Najwspanialszym przesłaniem jakie niosą “Nietykalni” jest odczarowanie, pozbawienie patosu, i podejście do skrajnej niepełnosprawnością z tak cudownym “luzem”, bez “nadymania” się, gloryfikowania itd. Humor pierwszej klasy, pięknie rozwijająca się historia, i co najważniejsze - ogrom nadziei i pozytywnej energii jaki otrzymujemy po obejrzeniu tej produkcji. Tej historii nie da się zapomnieć…
Agata

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz