Rzecz się dzieje w germańskim landzie, nie tak znowu dawno temu, za kilkoma lasami, jak również i paroma górami…Doktor Rett, chwalebny członek koła zainteresowań o nazwie NSDAP wstał któregoś słonecznego ranka i patrząc w austriackie niebo, pomyślał: “Ja, ja… ja muszę pomóc uwolnić świat od tych chwastów… od tej ciemnicy i tałatajstwa… pomierzymy IQ i poniżej 85 punktów będziemy kastrować te pseudo-kobiety, niech mnie się to po moim kraju mlekiem i miodem płynącym nie pleni…”
Jak postanowił, tak zrobił. A jako, że Doktor Rett był wielce szanowanym naukowcem, upośledzonej płci pięknej zaczęto mu nawozić do “operacji wyrostka” z dalekich krajów.
I w ten oto sposób u wrót gabinetu rodem z Transylwanii stanęły dwie wyjątkowe istoty… Starsza, Lady Blanche, ze swoją wiecznie polataną matulą i ojcem lekko zamkniętym w sobie, i młodsza - Lady Mi-Mi, z rodzicielami, wyglądającymi na pierwszy rzut oka zupełnie normalnie. Obie miały w sobie coś magicznego - oczy… Każda - po dwa bezkresne jeziora błękitu, które oprócz magnetyzujących i czysto estetycznych właściwości, miały jeszcze jedną ukrytą zaletę… Zauważały, notowały, wyławiały każdy szczegół, drobiazg, niuans… Poza tym, potrafiły to czego tysiące innych oczu nie potrafią - one mówiły…
Ale wróćmy do ów wrót gabinetu sławetnego Doktora… Dwie polnische familien przybyły doń, by Doktor Rett, ku swej chwale i sławie, wyleczył je z własnego zespołu. To znaczy, taka była wersja oficjalna. O wersji nieoficjalnej wiedziały tylko dwie młode damy, a prawdopodobnie także ich rodzice… Ale nie o nich ta historia, gdyż zmuszeni byli stać z boku, ze wzrokiem cielaka wbitym w mistrza-doktora a potem czekać za drzwiami sali operacyjnej na to co się wydarzy…
Nadszedł dzień zabiegu. Dwie ladies, o obezwładniającej urodzie, ubrane w swój wybitnie ulubiony róż, stawiły się z rodzicami pod gabinetem doktora. Wizytę kwalifikującą (Doktor: “Ja, ja… sie sind debilen… Wunderbar…“) odbyli całą szóstką. Doktor Rett obiecał zrobić co w jego magicznej mocy i wysłał przerażone rodzicielstwo za drzwi. Co się tam działo, tego nie wiemy. Jednakże spodziewać się można, że wiedzieli, iż panny mają w łebkach pewien plan…
Na sali - Schwester Helga szykowała panienki do zabiegu. Całkiem miłym głosem mówiła po niemiecku “Chodźcie małe zarazy, ciocia wam umyje brzuszki i zrobimy z doktorkiem ciach ciach! Śliczne oczęta macie…”. Lady Blanche zerknęła w kierunku Lady Mi-Mi porozumiewawczo. Obie wlepiły wzrok w Schwester Helgę i notowały każdy szczegół. Gdy Schwester zapominała, że są upośledzone, bo za mądrze jakoś ją obserwowały, wtedy po mrugnięciu do siebie oczkiem, strugały wariaty, klepiąc rączkami zawzięcie i śliniąc się dla niepoznaki. Po kilkunastu minutach były gotowe do zabiegu, a Schwester Helga upewniona, że nie ma co badać im IQ, bo to nawet skali dla nich nie ma.
Wtedy, ożywiony łyczkiem Jegermeistra, przybył na salę mistrz nauk medycznych - Doktor Rett. Klepnął Helgę po kwadratowym tyłku i powiedział “Schnell, kroimy te zarazy bezmózgie i idziemy na zaplecze, meine Schatz…” i wyszczerzył żółte zębiska w szerokim uśmiechu. Schwester zachichotała, a małe ladies mrugnęły tylko do siebie swoimi obłędnie błękitnymi oczami. “Podajemy głupiego Jasia! I poproszę skalpel” - zaordynował doktor. Siostra podała po dawce leku i zaczęła szukać narzędzi. Nie wzięła jednak pewnej kwestii pod uwagę. Doktor nie wziął jej tym bardziej. Lady Mi-Mi i Lady Blanche po takich śmiesznych środkach czuły się… śmiesznie. Generalnie, mało który środek uspokajająco-usypiający mógłby je powalić. Zgodnie z wcześniejszą wzrokową umową, udawały jednak owładnięte błogim snem… Gdy Schwester Helga przybyła ze skalpelem, dziewczęta rozpoczęły swoją akcję. Lady Blanche, jako ta starsza, pyknęła łapką Lady Mi-Mi, by ta zaczęła przedstawienie. Jako, że z nich dwóch tylko Lady Mi-Mi parała się jeszcze mową werbalną, to właśnie ona zaczęła przygotowywać grunt pod akcję ostatecznego rozwiązania kwestii rettowskiej. I tak: przybierając najsłodszą i najbardziej myślącą minę jaką tylko mogła, zaczęła słodko przemawiać do doktora i Schwester: “A gu… na na na… Mammmma? Maaaamaaaa”… Oboje osłupieli, a Lady Mi-Mi przemawiała dalej. “Co jest z tą małą? Przecież retty nie mówią… Co to ma być, do cholery?” wrzasnął doktor. “Nein… Doktor, ona udaje. Przecież to mała głupia koza. Tniemy!” odpowiedziała Schwester Helga.
I w ten oto sposób u wrót gabinetu rodem z Transylwanii stanęły dwie wyjątkowe istoty… Starsza, Lady Blanche, ze swoją wiecznie polataną matulą i ojcem lekko zamkniętym w sobie, i młodsza - Lady Mi-Mi, z rodzicielami, wyglądającymi na pierwszy rzut oka zupełnie normalnie. Obie miały w sobie coś magicznego - oczy… Każda - po dwa bezkresne jeziora błękitu, które oprócz magnetyzujących i czysto estetycznych właściwości, miały jeszcze jedną ukrytą zaletę… Zauważały, notowały, wyławiały każdy szczegół, drobiazg, niuans… Poza tym, potrafiły to czego tysiące innych oczu nie potrafią - one mówiły…
Ale wróćmy do ów wrót gabinetu sławetnego Doktora… Dwie polnische familien przybyły doń, by Doktor Rett, ku swej chwale i sławie, wyleczył je z własnego zespołu. To znaczy, taka była wersja oficjalna. O wersji nieoficjalnej wiedziały tylko dwie młode damy, a prawdopodobnie także ich rodzice… Ale nie o nich ta historia, gdyż zmuszeni byli stać z boku, ze wzrokiem cielaka wbitym w mistrza-doktora a potem czekać za drzwiami sali operacyjnej na to co się wydarzy…
Nadszedł dzień zabiegu. Dwie ladies, o obezwładniającej urodzie, ubrane w swój wybitnie ulubiony róż, stawiły się z rodzicami pod gabinetem doktora. Wizytę kwalifikującą (Doktor: “Ja, ja… sie sind debilen… Wunderbar…“) odbyli całą szóstką. Doktor Rett obiecał zrobić co w jego magicznej mocy i wysłał przerażone rodzicielstwo za drzwi. Co się tam działo, tego nie wiemy. Jednakże spodziewać się można, że wiedzieli, iż panny mają w łebkach pewien plan…
Na sali - Schwester Helga szykowała panienki do zabiegu. Całkiem miłym głosem mówiła po niemiecku “Chodźcie małe zarazy, ciocia wam umyje brzuszki i zrobimy z doktorkiem ciach ciach! Śliczne oczęta macie…”. Lady Blanche zerknęła w kierunku Lady Mi-Mi porozumiewawczo. Obie wlepiły wzrok w Schwester Helgę i notowały każdy szczegół. Gdy Schwester zapominała, że są upośledzone, bo za mądrze jakoś ją obserwowały, wtedy po mrugnięciu do siebie oczkiem, strugały wariaty, klepiąc rączkami zawzięcie i śliniąc się dla niepoznaki. Po kilkunastu minutach były gotowe do zabiegu, a Schwester Helga upewniona, że nie ma co badać im IQ, bo to nawet skali dla nich nie ma.
Wtedy, ożywiony łyczkiem Jegermeistra, przybył na salę mistrz nauk medycznych - Doktor Rett. Klepnął Helgę po kwadratowym tyłku i powiedział “Schnell, kroimy te zarazy bezmózgie i idziemy na zaplecze, meine Schatz…” i wyszczerzył żółte zębiska w szerokim uśmiechu. Schwester zachichotała, a małe ladies mrugnęły tylko do siebie swoimi obłędnie błękitnymi oczami. “Podajemy głupiego Jasia! I poproszę skalpel” - zaordynował doktor. Siostra podała po dawce leku i zaczęła szukać narzędzi. Nie wzięła jednak pewnej kwestii pod uwagę. Doktor nie wziął jej tym bardziej. Lady Mi-Mi i Lady Blanche po takich śmiesznych środkach czuły się… śmiesznie. Generalnie, mało który środek uspokajająco-usypiający mógłby je powalić. Zgodnie z wcześniejszą wzrokową umową, udawały jednak owładnięte błogim snem… Gdy Schwester Helga przybyła ze skalpelem, dziewczęta rozpoczęły swoją akcję. Lady Blanche, jako ta starsza, pyknęła łapką Lady Mi-Mi, by ta zaczęła przedstawienie. Jako, że z nich dwóch tylko Lady Mi-Mi parała się jeszcze mową werbalną, to właśnie ona zaczęła przygotowywać grunt pod akcję ostatecznego rozwiązania kwestii rettowskiej. I tak: przybierając najsłodszą i najbardziej myślącą minę jaką tylko mogła, zaczęła słodko przemawiać do doktora i Schwester: “A gu… na na na… Mammmma? Maaaamaaaa”… Oboje osłupieli, a Lady Mi-Mi przemawiała dalej. “Co jest z tą małą? Przecież retty nie mówią… Co to ma być, do cholery?” wrzasnął doktor. “Nein… Doktor, ona udaje. Przecież to mała głupia koza. Tniemy!” odpowiedziała Schwester Helga.
Wtedy, po mrugnięciu okiem przez Lady Blanche, Lady Mi-Mi nazbierała tyle śliny ile się dało i wypluła ją wprost doktorowi i Heldze w twarz. Obaj zaskoczeni schylili się nad panienkami, a wtedy do akcji wkroczyła Lady Blanche. Co jak co, ale kop z półobrotu miała wyćwiczony. Zamachnęła się i z wielką, jak na małe dziewczęce ciałko, siłą, przysadziła kopa Heldze prosto między oczy. Helga zachwiała się i ze skalpelem w ręku popchnęła doktora. Doktor padł jak długi na posadzkę, zamroczona Helga prosto na niego, a skalpel tam, gdzie Ladies sobie zamierzyły… Obie nie lubiły hałasu, jednak ten obłąkany wrzask, który nastąpił po chwili, był lepszy nawet od piosenek Fasolek. Wystraszeni rodzicie wpadli, i zobaczyli dwa bijące brawo Aniołki, siedzące uśmiechnięte na stole operacyjnym, Helgę z zakrwawionym nożem i podbitym okiem oraz mistrza eugeniki stosowanej - Doktora Retta we własnej osobie, po przeprowadzonej z sukcesem kastracji…
Po całej tej historii, doktor nie brał się już za operowanie upośledzonych dziewczynek. Odkrył w sobie natomiast miłość do sztuki, i zaczął występować w chórze kościelnym, w sekcji falsetu.
Dwie najsłodsze królewny na świecie pojechały szczęśliwe do swoich domów. Dalej z tym samym IQ, tym samym upośledzeniem, i kompletem sprawnych jajników. I żyli długo i szczęśliwie…
A.
Po całej tej historii, doktor nie brał się już za operowanie upośledzonych dziewczynek. Odkrył w sobie natomiast miłość do sztuki, i zaczął występować w chórze kościelnym, w sekcji falsetu.
Dwie najsłodsze królewny na świecie pojechały szczęśliwe do swoich domów. Dalej z tym samym IQ, tym samym upośledzeniem, i kompletem sprawnych jajników. I żyli długo i szczęśliwie…
A.
Grafiki pochodzą ze stron: www.pineterst.com i www.dustandwonderlust.com a inspiracja z www.fakt.pl/Przymusowa-sterylizacja-uposledzonych-w-Austrii,artykuly,178061,1.html
.jpg)
Nie jestem pewien jak to jest u Lady Blanche ale Lady Mi-Mi posiada siłę w rękach znacznie większą od przeciętnego dwulatka o czym bardzo regularnie przypomina swoim, z pozoru normalnym, rodzicom. Biorąc pod uwagę powyższy fakt opowiedziana historia wydaje się jak najbardziej realna... ;)
OdpowiedzUsuńLady Blanche, drogi Piotrze, ma moc ale w nogach :D Ręce ma do ozdoby i nadawania morsem :D
OdpowiedzUsuń