Blanka na swojej półrocznej ocenie z przedszkola, w sekcji "zainteresowania" wpisane ma "jedzenie" :p Widać, że się temu zainteresowaniu nie poświęca bez reszty, bo całkiem zgrabna i smukła z niej dziewczyna. Fakt faktem jednak, żywnością i kulinariami to ona się naprawdę interesuje. Problemem w całkowitym oddaniu się temu hobby jest jednak szanowne recisko, które bezceremonialnie zabrało zdolności chrupacze. I gryźne. Oraz przeżuwawcze... Nie przekonałam, żeby odpuścił, więc trzeba było wymyślić kilka strategii walki z gnidą, tak by Mała mogła jakoś swoje pasje rozwijać. Blanka jest w dodatku bezmleczna, więc ograniczeń mamy sporo. Ale, jak to się mówi, główkę mam nie od "wszuf", więc radzimy sobie takimi oto trikami:
- wiadomo, że każdą paszę można zmielić, zmiksować i zblenderować, jednak zanim to nastąpi zaczynamy od jak najtrudniejszych konsystencji. Czasem jak Lady jest w formie, to coś się uda wcisnąć do dzióba bez mielenia
- próbujemy wszystkiego (wszystkiego, to wszystkiego, pamiętam jak małżonek mój wcisnął dziecku do buzi ząbek czosnku, ale nie próbujcie tego w domu). Polizać, pociamkać, posmakować zawsze można
- jemy sezonowo, co urośnie, to zjadamy. Prawo dżungli, co nie ucieka, należy zjeść
- nie cudujemy jakoś przesadnie, a to że kury tylko z bezstresowego wybiegu w Bieszczadach, i to jeszcze zielononóżki, albo że jak beef to ze szczęśliwej krowy itd. Ku odrazie niektórych moich cioć, jadło z biedronki też się nadaje
- Amerykanie twierdzą, że marchewka to owoc i my tej zasadzie hołdujemy. Gotujemy marchewkę albo dynię z cukrem i masełkiem, dodajemy cynamon, posiekane rodzynki, morele, żurawinę, cukier waniliowy i mamy pyszny deserek
- od kiedy Lady ma nową zabawę w zasysanie powietrza buzią (logo. mówi, że to "aspirowanie") musieliśmy zrezygnować z kasz. Nie byłam chętna ale po kilku próbach akcji-reanimacji oddałam kasze walkoverem. No chyba, że ją zmiksujemy
- bez mleka krowiego nie jest łatwo. Ale się da. W surówkach bardzo dobrze sprawdza się pół łyżeczki majonezu, a w deserach - mleko sojowe albo ryżowe. Kozie mleko gwałci zmysł węchu Lady, więc już jej odpuściłam
- łatwe w obróbce szczękowej są wszystkie kluchy, makarony i tego typu przysmaki. Z serem nie można, ale z masełkiem, cukrem, dżemem, miodem to bardzo proszę
- wychodzimy z założenia, że im coś kolorowsze tym lepiej. I zdrowiej. Persil zawsze się cieszy z nowych wyzwań. Dlatego jemy dużo buraków, brokuły, jagody, wołowinę, łososia
- Blanka ma traumę po tranie, którym ją raczyłam długi czas i teraz jest mocno sceptyczna w stosunku do ryb. Wyjściem jest tuńczyk, z puszki w oleju. Do tuńczyka makaron, łyżka majonezu i trochę kukurydzy i jest mniam! Albo do ziemniaków z poprzedniego dnia dodajemy smażoną cebulkę i puszkę tuńczyka, surowe jajko, coś do zagęszczenia, lepimy kotleciki i smażymy. Nawet największy tropiciel i antyfan kwasów omega się nie połapie
- z piciem przy paskudo-recie w ogóle jest niełatwo, tzn chęć picia występuje u Małej tylko jak jest 30 stopni plus. Jedyną rzeczą, którą chce pić jest kompot z suszu a więc u nas Wigilia cały okrągły rok
- do dań dodajemy olej - lniany, winogronowy, rzepakowy, oliwę z oliwek albo klarowane masło
- zielska obie nie lubimy, ewentualnie tylko koper i natkę, ale dosmaczamy dania chrzanem, musztardą, octem winnym i cytryną
- Lady jest nadwrażliwa na temperaturę, lekko ciepłe jest już gorące, a przy podaniu loda robi minę jakby się ją obrywało se skóry, więc temperatura musi być średnia.
A Wy, macie jakieś ciekawe pomysły na przysmaki dla wyjątkowych maluchów?
Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.naturalturf.blogspot.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz