Oprócz tego, że jestem przedstawicielem nielicznej grupy “matek npspr” to jestem też matką zwykłą. Celowo unikam określenia “normalną”, bo to to na pewno nie :) Więc myślę tak sobie, że alter-ego o nazwie kobieta-bumerang dotyczy nie tylko mnie, ale też wszystkich tych matek, które uważają się regularnie za najgorsze matki świata.Kobieta-bumerang działa w charakterystyczny sposób. Wymordowana, rozczochrana i na skraju wyczerpania oddaje dziecko w ręce męża/partnera/babci i rzucając hasło “idę w cholerę/pizdu/diabły” wychodzi ostentacyjnie z domu, złośliwie trzaskając drzwiami tak, że mało nie wypadną z framug.
Jest pewna, że nie wróci, mruczy zadowolona pod nosem “a radźcie sobie sami”. Wsiada do samochodu, jeździ po okolicy a w głośnikach ustawia na full “Kiedy powiem sobie dość”/ “Wyszłam za mąż, zaraz wracam”/ “Nothing else matters”. I pędzi na złamanie karku przed siebie! No w sumie w granicach maksymalnej dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym - 50km/h. Ale pędzi. I dalej wie, że nie wróci. Bo ma dość! Mijając Tesco, ciągle przepełniona uczuciem “a dajcie wy mnie wszyscy spokój!”, zatrzymuje się by zakupić paczkę pieluch, bo dziecku się akurat skończyły. Dla potwierdzenia tego, że nie wróci już do domu, kupuje też sobie butelkę wina/papierosy/rafaello/Validol. Wraca do auta i zmienia repertuar na “Na Wojtusia z popielnika”/ piosenki Andrzeja Piasecznego /Gumimisia… Ale nie wraca. Nie wróci nigdy! Ma dość! Sobie radźcie, patałachy… Zobaczycie jak to jest bez matki.
Zbliża się krytyczny czas - pełna godzina nieobecności kobiety-bumerangu przy rodzinie… Zaczyna drzeć się w samochodzie na całe gardło: “Jeeestem kobietą, wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie! Wolna jak rzeka, nigdy nigdy nie poddam się!” Podśpiewując podjeżdża pod dom, biegnie przeskakując po trzy schody z pieluchami w ręku, wpada do domu i od progu woła “Jesteeeem! Mama wróciła”. Z oczywistym poczuciem klęski, zabiera się ochoczo za odgrywanie matki-polki, ale gdzieś z tyłu głowy ciągle ma “zobaczycie, jak kiedyś trzepnę drzwiami to tylko kurz po mnie zostanie”… Wpada w ramiona dziecka/męża/żony/babci i znów jest szczęśliwa…
Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.nar-anon.org
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz