sobota, 6 kwietnia 2013

Spowiedź złośnicy

   Czas chyba przyznać się do tego publicznie i nazwać rzeczy po imieniu. Jestem wstrętną złośliwą małpą. Cóż… ktoś musi.

Zaczyna się pomału ten etap, że mamy Blanki rówieśników chodzą coraz częściej dumne jak pawie z wielkimi okrągłymi brzuszyskami, ewentualnie suną majestatycznie, popychając głębokie wózki po naszym osiedlu. A mnie czasem aż skręca! A raczej boli. Boli jak cholera. Nie, nie to, że one mają zdrowe. Mam jeszcze na tyle szacunku dla bliźniego, że nie wściekam się, że ta czy tamta ma zdrowe. Ale na to, że moje jest tak bardzo chore… Tak po prostu; czemu do cholery ja tak nie mogę?!


Te wyprasowane niedzielne rodzinki… Takie poukładane. Że aż mdli. Niby część mojej złośliwej osoby rozumie, że to tylko może tak gładko wygląda i pewno mają też swoje problemy, ale złośnica aż kipi niechęcią. Nie umiem czasem nawet udawać, jak któraś z moich mniej świadomych znajomych traktuje mnie całą litanią pt. “O boże, jakaż ta niania do kitu, nie uczy mojego Małego układania klocków” albo “Jaki ja mam straszny problem, Mała ściga kota całymi dniami i ciągnie go za ogon!” We mnie wtedy złość wrze jak lawa w wulkanie. Mam nadzieję, że nie wybuchnę kiedyś, wstyd by było tak jawnie okazać swoją złośniczą słabość.

I najlepsze na sam koniec, dosłownie wisienka na torcie. Gorzka jak diabli. Ze trzy lub cztery razy w życiu, po spotkaniu z ludzką głupotą , taką co jakby była gołębicą, to szybowała by jak szybowiec, zdarzyło mi się pomyśleć: “A niech ci się do cholery chore dziecko urodzi”… I tak jestem z siebie dumna, że nie powiedziałam jeszcze tego na głos.

Więcej grzechów nie pamiętam, nad swoim wrednym charakterem ciężko pracuję.

                                                                  Agata             
 



Grafika pochodzi ze strony:   www.longhollowwoman.com  i www.mymyltipleincomes.com

3 komentarze:

  1. Albo -O Boze ale mi dziecko sciany popisalo ! Co ja bym dala zeby moje umialo chwycic kredke...

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedyś problemem ogromnym było to że starsza córka rozsypała mi wszystkie proszki akrylowe i wymieszał pięknie na podłodze. Boshheee oddałaby wszystko żeby Melisska mi coś nabroiła, pocięła nową sukienkę czy coś! Na cały dzień do zoo bym ją zabrała w nagrodę! Ale nic z tego...

    OdpowiedzUsuń