Postaram się poniższy wpis potraktować jak najbardziej nie-emocjonalnie i opisać same fakty. Niestety ciśnie mi się na klawiaturę wszystko co niezbyt parlamentarne, ale uczynię co w mej mocy, bo było bez jakiś osobistych wycieczek. Otóż tak: dnia 2 czerwca 2013 roku miał się odbyć koncert charytatywny w kościele nieopodal mojego miasta na rzecz mojej Blanki. Dzieciaki z gimnazjum w tej wsi, a szczególnie kuzynka Blanki, zrobili wszystko, by móc zaśpiewać dla Małej i pozbierać dla niej pieniążki. Plakaty były gotowe, dzieciaki zmotywowane (bo to w ogóle jest fantastyczna młodzież) a my dumni, że mamy takich w rodzinie i otoczeniu, co naprawdę chcą dla nas zrobić coś niesamowitego.
W sobotę dostaję od męża krótkie info "Koncertu nie będzie, nasz proboszcz nie zgodził się, bo nie chodzimy do kościoła"... Nie ogarniam co ma proboszcz mojej przydziałowej parafii do koncertu w innej. Myślałam, że szanowny duszpasterz mógłby pomyśleć o dziecku, czyli o Blance... Musiał się mocno starać, żeby zablokować to wydarzenie i olać kilkumiesięczne przygotowania dzieciaków i nas.
Ale ok. Niech będzie. Teraz chcę wyjaśnić sprawę mojego (w sumie naszego) nie chodzenia do kościoła. Tutaj musimy uściślić jedną rzecz - z Najwyższym różnie między nami bywało, kilka ostrych monologów mamy za sobą, jednak nigdy nie negowałam Jego istnienia. Gorzej natomiast z instytucją, już wyjaśniam dlaczego. Szanowny Pan Ksiądz wikariusz, jakieś 3 lata temu wyrzucił mnie z kościoła. Lubiłam bardzo w ciszy, przy okazji spaceru, podumać sobie w kościele nad życiem. Pech chciał, że były wtedy próby do jasełek, czego nie mogłam w żaden sposób przewidzieć. Wjechałam wózkiem z Blanką, usiadłam w ostatniej ławce i odleciałam w myślenie nad sensem zycia. Drugi pech chciał, że dzieciaki biorące udział w owym przedsięwzięciu były moimi uczniami, i jak to dzieci, podbiegły powiedzieć "Dzień dobry" i "O jaką śliczną ma Pani córeczkę". Wtedy od duszpasterza wikariusza usłyszałam "Proszę natychmiast wyjść, rozwala mi Pani zajęcia". Nie bardzo było co się tłumaczyć, mimo, że kościół pełen rodziców, dzieciarnia po stanowczym burknięcia księżula wróciła w szeregi by ćwiczyć odgrywanie pasterzy i aniołków, nastąpiło tylko baardzo głośne i stanowcze "Proszę opuścić kościół". Opuściłam.
Wtedy, mając na względzie, że ksiądz też człowiek, może mieć pms-a czy zły dzień, nie straciłam jeszcze wiary w ten oto dom Boży i jego zarządców.
Szybko przyszło kolejne wiadereczko zimnej wody na mą grzeszną głowę. Trzeba było iść negocjować z szanownym Panem Proboszczem pozwolenie na bycie chrzestną... Nieźle się nasłuchałam, że on w kościele "nie widuje", że nic go nie obchodzi jakiś Rett i, że taki ktoś jak ja w ogóle nie zasługuje na bycie matką chrzestną... Cóż, chrzestną zostałam, papier podpisał inny ksiądz, bo i ochrzczona, Blanka też, księdza przyjmuję, w związku kościelnym i legalnym żyję, więc nie widział problemu.
Przy kolędzie Pan Proboszcz zawsze skupiał się na tym, kto z nas gdzie pracuje, bo statystyka kościelna jest najważniejsza. Dziecko, Blanka, Rett... Jakieś słowo dobre nie daj Boże. Można bez tego, byle by kopertka była. A w tym roku nie było. I nie będzie.
Parafia moja tak otwarta na człowieka i jego problemy to Parafia Miłosierdzia Bożego... Niesamowita wspólnota ducha i miłości. Festyny z pompą zawsze organizuje. Strażaki nawet pianę rozrzucają po polu, żeby był event pełną parą i z prawdziwego zdarzenia. No i Duszpasterze jacy, tylko swoją duszę im oddać by pomogli odnaleźć sens w życiu i Boga.
Jak dobrze, że Miłościwy Pan Proboszcz odwołał ten koncert dla naszej diabelskiej rodziny... Trzeba przecież odpicować plebanie, a nie zbierać pieniądze na rehabilitację dla jakiegoś upośledzonego dziecka rodziców, którzy tak zachęcani nadal opornie nie uczęszczają na spotkania z Bogiem w Parafii pod znakiem Bożego i księżowskiego miłosierdzia.
Agata, jawnogrzesznica
Grafika pochodzi ze strony: www.wpadeczka.pl
Nawet nie mam pomysłu na komentarz, ale link do obrazka zdradza mniej więcej ironicznie co myślę :P
OdpowiedzUsuńbrak słów....
OdpowiedzUsuńMi na usta ciskają się tylko wulgaryzmy pod adresem tych "Namaszczonych" Czarnych Kruków...
OdpowiedzUsuńodbiera mowę...
OdpowiedzUsuńJa pieprzę, parę dni minęło a ja dalej tak wściekła... Miłosierdzie :p Czarny chyba powinien poszperać po słowniku za tym pojęciem. I paroma innymi też. Ale i tak święty za życia, do nieba pójdzie pierwszy. Choćby po trupach, że tak powiem ;)
OdpowiedzUsuńHa... Mam w rodzinie trzech księży katolickich. I katechetkę w ramach dodatku... Moja mama wychowała mnie w duchu wiary katolickiej, kupiła sobie odpowiednią torebkę na nabożeństwo majowe i usiadła z rozpaczy, że jej prawie 30-letnia córka odeszła do kościoła Ewangelickiego. Odeszłam. Dlaczego? Bo szukałam Jezusa, nie audycji radiowych z numerem konta podawanym, rzekłabym, podprogowo, nie wojujących moherów z Krakowskiego Przedmieścia, które plują jadem odmawiając koronkę, nie skrywanej i przemilczanej pedofilii... Ksiądzu ( księzu? księciu? ) Z., nazwisko czysto-zwierzęce, mam nadzieję że poczujesz w życiu nie raz to samo, co Agata po odczytaniu smsa od Adama. Amen!
OdpowiedzUsuń