Od małego tak miałam, że szczęście w losowaniach, grach liczbowych, czy innych tego typu, omijało mnie szerokim łukiem. W lotka zwykle jest "dupa" (czyli nic) a przy dobrych wiatrach i pomocy wszechświata - jedynka. Zdrapki dają mi jedynie czystą radość z drapania. Wszelkiego typu losowania - zawsze sromotna klęska. Jednym jedynym szczęśliwym trafem przez te dwadzieścia parę lat mojej egzystencji było wygranie 20-kilowego worka śruty pszennej na festynie... Sprzedało się pijaczkom za dychę, ale szczęście było nieopisane...I nagle... Znów maszyna losująca poszła w ruch. Szanse na wygraną są minimalnie minimalne. Prawie bezszansie. I nagle co?! Zaskoczenie! And the winner iiiiiiiiiiiiiiiiiiiis... ME! Jedna na 20.000*! Tak! Zespół Retta jest nasz! Pokonałyśmy taką konkurencję, 19.999 go nie ma, a my tak! Szaleństwo!
Dzięki Panie Recie, przywróciłeś mi wiarę, że na loteriach losowych można wygrywać :p
Agata
* Częstotliwość występowania zespołu Retta to wg. Wikipedii 1:10.000-1:23.000
Grafika pochodzi ze strony: www.wspolczesna.pl
Ach ta ironia :P
OdpowiedzUsuńCałe moje śmiszne życie jest jedno wielko ironio :p
OdpowiedzUsuńA co ja mam powiedzieć? ;-)
OdpowiedzUsuńW jednej drużynie gramy Tomciu :)
OdpowiedzUsuńI podzielimy się sprawiedliwie wygraną ;-)
OdpowiedzUsuńo!!! :D
OdpowiedzUsuńJa pierdacze, a to ci uśmiech losu...Jakiś krzywy co nieco. Ironia to twoja broń wiotka kobieto! Won, do kabaretów! Ty & Roman Żurek z Neo-Nówki - świetlaną przyszłość temu wróżę ;)
OdpowiedzUsuńjejejeje :D
OdpowiedzUsuń