Szperałam ostatnio po necie w poszukiwaniu jakiś
nowych cudownych sposobów na Retta i natrafiłam na coś, co jakiejś 3 lata temu odebrało mi
mowę bardziej niż milczącym aniołom… Ba! Gdyby mnie wtedy podłączyli pod EKG,
to zdaje się, że na zapisie wyszłoby zatrzymanie akcji serca. A mowa o fazach
klinicznych zespołu R. Każdy kto w tymże zespole ze swoją córką gra, chyba na
ową listę kiedyś natrafi, o ile już tego nie zrobił (dla dociekliwych
masochistów, takich jak ja, podaję linka: http://www.rettsyndrom.gd.pl/doce/all/3_inf.htm
). Mam tam swoje „ulubione” fragmenty i określenia, a już szczytem tego jak można "pięknie" ubrać rzeczywistość w słowa jest faza „późna degeneracja motoryczna”, czyli stage number 4. I tu mamy same perełki i balsamy na dusze i serca rodziców-rett: niedowład mięśni, wyniszczenie ogólne organizmu, degeneracja mózgowo-mięśniowa i zanik mięśni… Cudnie…
Widzę to tak: postawmy sobie w głowie te kilka
perełek a obok swoje śliczne różowe i uśmiechnięte dziewczątko… No i nie ma
wyjścia, jak tylko popaść albo w histerię zakończoną skokiem na główkę z
balkonu, albo w depresję, ewentualnie napad lękowy trwający minimum 20 lat.
Jasne, rozumiem, język medyczny, statystyki, objawy,
fazy… Tylko, że istnieje grupa ludzi, dla których takie właśnie radosne
życiowe prognozy są prognozami dla ich jedynego i wyjątkowego dziecka. I którym
na początku słabo się robiło, jak Małej spadły 3 włosy z głowy, ale później
musieli brać na klatę kolejne ofiary dla małpo-Retta: chwytanie, chodzenie,
spanie, jedzenie, mówienie, gestykulowanie, kontakt ze światem… Wszyscy z nich musieli już albo będą musieli
to oddać. To jest naprawdę zajebista (sorry, żadne inne słówko tu nie pasuje) siła,
że po tym wszystkim jeszcze wstajemy z łóżka. Ale jak tu nie wstawać, skoro
najlepsza część walki z Reciskiem przed nami. Degeneracja mózgu, zanik mięśni, niedowład
kończyn i wyniszczenie organizmu… Szczerze… mimo tego co już za nami, ja jestem
tą perspektywą przerażona. Mogę odpychać te myśli ("nie martw się na zapas" - bleeee) chwytać sobie dzień, żyć
chwilą (Carpe diem, czyli dzień karpia cały rok), udawać, że przyszłość to czysta abstrakcja i, że wcale nie nadejdzie, ewentualnie, że nie będzie tak źle (bo np. mięsni nie zaniknie 100% tylko 90, a degeneracja mózgu będzie dla nas jak najbardziej naturalną koleją rzeczy)… Mogę też pocieszać się tym,
że może szlag mnie trafi przed Blanką, tak, że nie będę musiała patrzeć jak
moje Dziecko ostatecznie przegrywa…
Nie wiem, jaki jest morał z tego tekstu… Chyba taki,
że chciał nie chciał mamy w sobie nadludzką siłę. Bo tylko taką można pokonać
emocjonalnie i duchowo skurczy-Retta. To i tak dużo, 2:1, bo on może pokonać
nas i nasze Dzieci tylko fizycznie.
Agata
www.strefatajemnic.onet.pl
A może jeszcze morał taki, by medyczni używali normalnych słów i wszystko tłumaczyli prostym, obrazkowym słownictwem?
OdpowiedzUsuńTen artykuł powstał lata temu, badania nad Rettem nie były wtedy tak zaawansowane jak teraz (nie pisze tu o badaniach nad lekiem), sama wiesz, że Rett - Rettowi nie równy, mamy zespół klasycznych objawów ale także przebiegi nietypowe charakteryzujące się cięższym lub lżejszym przebiegiem i tego ostatniego się trzymajmy. Jak dobrze poszukasz to znajdziesz na YT filmy z kobieta w wieku ok. 26 lat, która samodzielnie chodzi, jest z nią kontakt i jak to się ma do stwierdzeń przytoczonych w fazie IV?
OdpowiedzUsuńNie jesteś sama z tym problemem, tu niedaleko też są ludzie, którzy muszą zmierzyć się z podobnymi myślami na temat przyszłości, nie gdzieś tam w Stanach tylko tu obok żyją, zagryzają zęby walczą z NFZ-etem i mocherami :)
Głowa do góry i nie czytaj tak dużo w necie - wyjdzie Ci na zdrowie
Jasne, wszystko wiem, wiem też, że sama nie jestem i też nigdy tak nie czułam :)
OdpowiedzUsuńGowno prawda co tam pisze, ja znam wiele dziewczyn i dziewczynek z Rettem i niektore sa w naprade nizlej kondycji jak chodzilly tak chodza majac nawet 40 lat..
OdpowiedzUsuń