czwartek, 30 maja 2013

Wygrzebane z szuflady - "Bo ktoś tak chce"

Ciągle pada. Szaro, buro, dupowato. Wena śpi. Ale żeby mi się tu na blogu sezon ogórkowy za wczasu nie robił, wyszukałam jeden z moich tekstów sprzed jakiegoś czasu, który zasiał trochę zamieszania wśród moich najbliższych. Tych, którzy wtedy poczuli się urażeni, a są zawsze z nami - teraz przepraszam :) Jednak to dosyć uniwersalny tekst, więc może komuś się po coś nada. Teraz już jestem bardziej asertywna, ale wtedy to był jedyny sposób w jaki umiałam powiedzieć, że mam dość skakania pod czyjeś dyktando...
"Chyba odkąd pamiętam działałam tak, żeby uszczęśliwić cały świat. Rodzinę, bliższych znajomych, panią w poczekalni u dentysty czy kogokolwiek napotkanego na trasie życia. I dopóki uszczęśliwianie to szło w parze (lub ewentualnie nie wchodziło w znaczący konflikt) z moimi pragnieniami było wszystko w porządku. 
Ostatnio jednak mój przymilający sposób działania powoduje to, że mam chęć krzyczeć: STOP! Cały czas jest tak: jadę do X, bo X tak chce, załatwię to teraz, a nie potem, bo Y tak chcę, odwiedzę Z mimo, że zabijam się z nadmiaru spraw o własne sznurówki, bo chcą. I ciągłe pytania: “A czemu nie przyjechałaś?”, “A co Ty robisz, że Cie ciągle u nas nie ma?”, “A czemu jeszcze ze mną nie pojechałaś tam i siam?” Chcą żebym przyjechała, sączyła herbatkę i z uśmiechem opowiadała, jaką to rozkosz daje mi wychowanie niepełnosprawnego dziecka. A gdy ze zmęczenia po prostu mój wiecznie-energetyczny sposób bycia siada, to jak błyskawica trzaska pytanie: “A coś ty taka nie w humorze?!”. Czasem dodatkowo pytanko to zostaje okraszone słówkiem “znów”…
A czy myśli ktoś czasem czego JA CHCĘ??? Że to co jednym wydaję się być dla mnie fantastyczną frajdą (tzn. jedź ze mną tam, przyjedź do nas, przywieź to czy tamto itd.) może być dla mnie pozycją nr 15. w codziennym grafiku zajęć i może dla mnie zupełnie nie oznaczać odpoczynku czy przyjemności? Że mogę nie mieć już siły wiecznie odgrywać roli siłaczki i ku radości tłumu zapewniać z uśmiechem na ustach, że jest fantastycznie? Że wymaganie ode mnie bycia tu i tam, w ciągłej gotowości może wysysać ze mnie ostatnie soki? Że, w końcu, mam prawo, zamknąć się w domu i po prostu BYĆ, nigdzie nie gonić, z nikim się nie umawiać, i być tylko dla siebie. A nie dla kogoś…"

                                             
                                                                                                Agata

Grafika pochodzi ze strony: www.inc.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz