czwartek, 13 czerwca 2013

Plac zabaw? Plac żalu...

Ten krótki tekst napisałam jesienią 2010 roku. Wtedy kiedy Rett hulał w najlepsze i zabierał nam wszystko po kolei. Od tego czasu dużo się zmieniło, nauczyłam się z nim jakoś współpracować, jednak jedno pozostało niezmienne - na place zabaw po prostu nie mogę chodzić... Jeszcze nie teraz.

"Sexy mamom na placu zabaw po prostu wypada bywać, bo to centrum towarzyskie mamuś, ale też babć, tatusiów i całej zgrai małych rozrabiaków.
Obowiązkowy punkt programu codziennego; grabki, wiaderko do kosza w wózku i heja na placyk. Poświergotać, pooceniać, kto co komu kiedy i jak. No i przede wszystkim jak te nasze Kruszyneczki rosną. Jakie duże, pulchniutkie, mądre; A. już nie ma pieluchy, B. mówi całymi zdaniami, a C. uczy się jeździć na rowerku.
“Aga, chodź na plac, moje chłopaki się pobawią” mówi koleżanka…
Ok… Twoje chłopaki się pobawią. Ja popatrzę… Poodpowiadam sąsiadeczkom na pytania dlaczego moja ledwo chodzi, wiecznie robi “kosi kosi” i czy już w końcu mówi. Do huśtawki nie dam, bo Mała składa się w pół i jest zawsze bliska wypadnięcia. Do piasku też nie, bo odruchowo wpycha go w oczka albo do buzi. Dzieci nie zauważa a gdy jest za głośno to zaczyna wrzeszczeć. I kończy się tak, że dzieciarnia się radośnie bawi, a ja siedzę z Blanką w wózku na ławce, obserwując jej niepokój a samej dławiąc się łzami, których za wszelką cenę staram się nie wypuścić z oczu…
“Nie, idź sama, ja się przejdę, Blanka woli jak wózek jedzie…”


                                                                                  Agata

Grafika pochodzi ze strony: www.thestri.cofemom.com
                                                                                                                                                        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz