Uwielbiam... Od lat, bo wakacje nad morzem (z wyjątkiem roku, gdy Blanka była "w drodze") to stały i konieczny punkt w rocznym planie "things to do". Taką złośnicę jak ja, wkurza nad Bałtykiem milion trzysta dwa czterysta rzeczy; od WC klasy "PKP" za 3 zł, przez słońce zachodzące nie wtedy gdy by wypadało, po muzę walącą ze straganów z cudami i wiankami tak, że od poziomu decybeli każdy normalny ssak wpada w dezorientację.Ale przychodzi zawsze taki moment albo nawet ich kilka, że dobijam w pocie czoła z takimi objawami jak: dziecko/mąż/wózek/ból głowy/kot itd. na plażę... I wtedy wszystkie te symptomy mi ustępują... Znika wszystko, rett grząźnie na obcasach w piachu i zostaję ja sama. Ja i morze. Tylko my...
Fale, ten kolor, ruch. Daleko - wydają się być takie spokojne, przy brzegu cudnie łączą się z piaskiem. Kamienie, kamyczki... Gdzieniegdzie mała zagubiona muszelka albo wypłukany kawałek szkła od butelki, który zawsze nabiera mnie, że jest bursztynem... Promienie słońca załamujące się w niepowtarzalny sposób, wpadające w granat wody i tworzące tak cudne obrazy... Szum fal, który banalnie pobrzmiewa w piosenkach, a sam w sobie jest przecież muzyką. Duetem z mewami. I ten zapach! Ostry i delikatny, tak rześki, że nie ma możliwości oddychać w płytki i pośpieszny sposób, do jakiego przyzwyczaiło nas miasto... To jest żywioł. Absolutne piękno i ideał. Tak bardzo kocham morze...
Agata
Piknieś to opisała...
OdpowiedzUsuńA jeszcze jak pomyśleć o doładowaniu akumulatorów jodem, takim w najlepszej jego postaci to już nic więcej dodawać nie trzeba.
Pozdrawiam MŚ
Piotrek
PS. Mnie też czasem zmyla wypłukany kawałek szkła ale to musi być już co najmniej ósmy kawałek szkła po browarku :-)
Hehee :D A ja zawsze przybywam z wiarą graniczącą z pewnością, że wyłowie 10-centymetrowego bursztyna :)
OdpowiedzUsuń